X-Blades
Od razu trzeba powiedzieć, że fabuła nie jest najmocniejszą stroną produkcji. Co denerwuje to ton, w jakim wydawca i producent próbują nam „sprzedać" tę słabiutką historyjkę. W grze wcielimy się w postać Ayumi, która za całą tarczę przeciwko złu świata ma zestaw bikini i parę ostrzy, oprócz ciachania przeciwników zdolne również do strzelania (tak już chyba mają bohaterki w stylu anime). Nasza blond wojowniczka weszła w posiadanie tajemniczej mapy, wskazującej miejsce ukrycia Artefaktów. A jak to z takimi przedmiotami jest, łączą się one z wyjątkowo sztampową historią o boskim rodzeństwie, które wieki temu toczyło bój o los świata. Ten dobry oczywiście zwyciężył, skazując złego na wygnanie wewnątrz Artefaktu. Wygrana okupiona została jednak wielkim poświęceniem, gdyż zamykając brata praworządne bóstwo uwięziło również samego siebie. Ayumi oczywiście odszuka Artefakt, uwalniając złe moce, jednocześnie budząc w sobie źródło mrocznej siły.
Jak widać, fabuła jest oczywistym uzasadnieniem dla rzezi na niczego niespodziewających się sługusach złego. Twórcy chwalą się, że w trakcie naszej przygody zbierzemy punkty doświadczenia, do wydania następnie na umiejętności złe bądź dobre. Od tego będzie zależało, które zakończenie gry ujrzymy. Zanim jednak do niego dojdzie, przyjdzie nam przemierzyć ponad 40 lochów wypełnionych po brzegi różnego rodzaju tałatajstwem czyhającym na nasze życie. Uświadczymy również poziomów, które będą rozgrywać się na otwartej przestrzeni, choć jak dotąd twórcy ich za wiele nie pokazali. Na naszej drodze stanie 30 rodzajów przeciwników, a doliczyć do tego trzeba jeszcze bossów i ich bezpośrednich podkomendnych. Na nich powinniśmy uważać najbardziej, gdyż posiadają zdolność wytwarzania hord potworów. Tak więc, jeśli tylko nie chcemy zarobić następnych punktów doświadczenia, powinniśmy te chodzące fabryki przeciwników wyeliminować jak najszybciej.






