Split/Second
Twórcy udanego PURE z zeszłego roku poszli za ciosem i zaraz po premierze swojego pierwszego cudeńka zabrali się za opracowywanie kolejnego. Split/Second zerwie jednak kompletnie z wizerunkiem quadów i górskich szczytów, przenosząc graczy do sztucznej metropolii na wzór wielkich amerykańskich miast. Słowo "sztuczne" nie zostało tu użyte bez powodu, bowiem S/S jest tak naprawdę fikcyjnym programem telewizyjnym, w którym kilku śmiałków ściga się po specjalnie zaprojektowanych ulicach, w celu zgarnięcia sławy i kosztownych nagród. Skojarzenia z niedawnym filmem Death Race są jak najbardziej na miejscu... Co jest gwoździem programu, który powinien przyciągnąć telewidzów bardziej od kolejnego występu Kubicy w Formule 1? Ano wybuchy, walące się budynki oraz spadające na środek trasy samoloty. Nieczęsto widuje się podobne akcje w tego typu grach, sami przyznacie.
Fachowo autorzy nazywają rzecz "powerplay". Są to specjalne bonusy odblokowywane w trakcie wyścigu, które pozwalają na użycie elementów otoczenia w celu pozbycia się niewygodnych rywali. Za wszystko odpowiada specjalny paseczek napełniający się wraz z efektowną i ładną jazdą (standard - poślizgi wyskoki, unikanie przeszkód). W zależności od tego, jak wiele uda nam się owego wskaźnika nabić, będziemy mogli skorzystać z dwóch typów bonusów – takiego nieco lżejszego, najczęściej eliminującego jednego czy tam parę zawodników, a także drugiego, powodującego ogromny kataklizm i nierzadko zmieniającego zupełnie układ całej trasy. Przykładów można tu już podawać wiele, a należy mieć na uwadze, że widzieliśmy do tej pory zaledwie dwie trasy...
Da się na przykład zrzucić na rywali most, wysadzić znajdujące się po bokach drogi autobusy (jeżeli przeciwnicy nie dostaną po masce płonącym wrakiem, to przynajmniej będą musieli uporać się z odpychającą siłą eksplozji), zdetonować stację benzynową czy też odblokowywać na parę chwil nowe skróty. Najbardziej jednak zapadła mi w pamięci pokazywana mediom akcja z przewróceniem wieży kontroli lotów na lotnisku – nie mówiąc o tym, że budynek sam w sobie był wielki i spowodował niemałe szkody na trasie, to w kolejnym okrążeniu na pasie startowym zaliczył nieudane lądowanie ogromny samolot pasażerski. Nie wyobrażacie sobie jak piękne to uczucie, jechać te nieobliczalne prędkości na łeb na szyję, prosto w sunącą po ziemi, ogromną maszynę... Podniecenie, strach, wstrzymanie oddechu i ostry skręt w celu uniknięcia kolizji. Ulga, jaką odczuwa się po udanym manewrze, jest wprost niesamowita, nawet gdy na wszystko patrzy się z boku, a to producent trzyma pada w garści.






