Sniper Elite V2
Rok 1945. Terenem działań amerykańskiego snajpera Karla Fairburne’a są Niemcy, a w zasadzie głównie Berlin. Stany Zjednoczone chcą upewnić się, że ważne plany wojskowe, tudzież jakieś projekty zaawansowanych broni, nie dostaną się w niepowołane ręce, stąd też zostajemy zrzuceni na terytorium nazistów z niezłym arsenałem, z którego na czoło stawki wysuwają się pistolety Welrod, Lugar oraz Colt, jak również karabiny Springfield M1903, Gewehr 43 i Mosin-Nagant 1891/30. Naturalnie będziemy mieli do czynienia z liczebnościowo pokaźniejszymi siłami agresora, dlatego ciche kombinowanie połączone z chowaniem się w cieniu to podstawa. Nieprzyjaciół należy eliminować gdzieś na uboczu możliwie pojedynczo, w imię zasady „ziarnko do ziarnka”…
Świat zaprojektowano ponoć tak, żeby umożliwiał różne podejścia do napotkanych sytuacji, co też przełoży się na radość z ponownego przechodzenia tych samych misji. Obok zdejmowania wrogów z dystansu, niejednokrotnie przyjdzie strzelić komuś w łeb z bliska (obowiązkowy tłumik), albo dziabnąć nożem w szyję, po czym odciągnąć w krzaki. Wszelkie pojedyncze ściany czy ruiny budynków to nasi przyjaciele, gdyż pochowamy się za nimi brnąc z miejsca w miejsce. Przy śmiganiu w kucki nikt kroków usłyszeć nie powinien, niemniej w przypadku wątpliwości, co do bezpieczeństwa prześlizgnięcia się za czyimiś plecami, przewidziano również czołganie. W takiej pozycji oczywiście najlepiej się ponadto patrzy w lunetę – wizjer mniej drży, bo przecież ręka spokojniejsza.







