Sleeping Dogs
Dostaniemy realistycznie odwzorowany Hong Kong i klasyczny scenariusz dla historii z regionu. Urodzony w Azji, acz wyszkolony w USA detektyw Wei Shen przybywa do rodzimego miasta, aby przeniknąć do środowiska Triad. Przygodę rozpoczynamy w celi, postawieni na równi z przestępcami – wszystko oczywiście pięknie ukartowano, byle tylko natychmiast zainteresowały się nami wysoko postawione w przestępczej hierarchii osoby. Problem w tym, że w tym fachu nikt bohaterowi do końca nie zaufa. Broniący prawa oficjele krzywo patrzą na fakt wymordowania nam w dzieciństwie rodziców, obawiając się czystej chęci zemsty, pogłębianej na tle niezrównoważenia psychicznego. Nie wiedzą, czy nagle nie puszczą gdzieś nerwy i przygotowaną misternie mistyfikację trafi szlag. Z drugiej strony „przyjaciele” z ciemnych uliczek z dzieciństwa, w większości parający się szemranym fachem, też nie są w ciemię bici. Wei zjawia się nagle po latach?
W atmosferze ciągłej niepewności więc wykonywać przyjdzie szereg misji dla różnych stron. Im wyżej na szczeble występku się wespniemy, tym mniejszym szacunkiem do postaci oraz wiarą w jej niezachwiany stosunek do egzekwowania prawa obdarzać będą nas ci stojący po stronie dobra. Odpowiednią równowagę utrzymać trudno. Nikt naturalnie nie kryje nawiązań do Grand Theft Auto - kradzież aut, obijanie twarzy zbirom, sporo strzelania to chleb powszedni. Spędzimy też sporo czasu na zajęciach drugoplanowych – zapowiadane są chociażby walki kogutów i karaoke. W swej kryjówce poprzymierzamy nowo nabyte gdzieś na straganie ciuchy, w garażu zgromadzimy najciekawsze samochody. Pojawią się siedliska hazardu, jak również sklepiki z dopalaczami, gdzie za kilka groszy wejdziemy w posiadanie środków czasowo usprawniających różne umiejętności. No i rzecz jasna amunicji plus nowych giwer. Albo materiałów wybuchowych.






