Quantum Conundrum
Była kiedyś taka piosenka Wujcio wariatuńcio, która idealnie pasowałaby do pewnego odległego członka rodziny bohatera gry… Nic dziwnego więc, że kilkunastoletni dzieciak podrzuconego na próg domostwa spokrewnionego z nim szalonego naukowca (bo akurat ktoś się dwunastolatkiem zająć musiał) najchętniej dałby z miejsca dyla, ale jego uwagę przyciąga jednak pozostawione samemu sobie, tajemnicze urządzenie. Interdimensional Shift Device, albo też jak kto woli Podręczna Zmieniarka Wymiarów, okaże się niebawem naszą najlepszą przyjaciółką, gdyż w kolejnym, nieudanym niestety eksperymencie wujek zwyczajnie przepada. Świr czy nie, rodzina rodziną i wypadałoby go odnaleźć. Tylko po co montował w całym domu te wszystkie przedziwne instalacje?
Inspiracji nie da się ukryć, szczególnie, iż dostaniemy do przebycia szereg pomieszczeń, gdzie za każdym razem głównym celem jest dotarcie do okrągłych, mechanicznych wrót. Co prawda gadających działek stacjonarnych projekt nie zakłada, niemniej czekają nas inne niebezpieczeństwa. Podstawę zabawy w Quantum Conundrum stanowi umiejętne manipulowanie wymiarami plus kombinatoryka nazwijmy to ogólna – ponieważ aby korzystać z mocy I.S.D. (aka P.Z.W.), najpierw trzeba zasilić odpowiednią baterią generator w danym pokoju. Potem dopiero teoretycznie z górki, aczkolwiek twórcy naszym szarym komórkom spać na pewno nie dadzą. W produkcie finalnym przewiduje się zestaw pięciu „opcji” urządzenia, na razie przedstawiając działanie trzech.






