Far Cry 3
Niewiele wiadomo jeszcze o wątku głównym, niemniej sporo można z dostępnych informacji wywnioskować. Niejaki Jason Brody jest połączeniem zaprawionego w bojach dziennikarzem z kimś w rodzaju najemnika. Zostaje złapany nieopodal wioski tutejszej bandy zbirów akurat, kiedy robił zdjęcia dające wgląd w to, jak uzbrojona po zęby grupa bezwzględnie wybija miejscową ludność. Szczęście w nieszczęściu nie zarobił natychmiastowo kulki w łeb, niczym większość nieproszonych gości, ale trafił przed „majestat” przywódcy – zbzikowanego, trzeba dodać. Przedstawia mu on swoją pokręconą wizję szaleństwa, po czym wrzuca bohatera do wody. Z cementowym blokiem przy nogach. Nie mamy zamiaru jednak podzielić losu otaczających nas w głębinie, falujących zwłok i wyszamotawszy się z więzów wypływamy na powierzchnię. Trzeba teraz brać nogi za pas.
Złowrogiego Vaasa spotkamy potem jeszcze kilkukrotnie, ostatecznie zapewne też stanie się on naszym głównym przeciwnikiem na końcu gry. Powita nas ponownie otwarty świat, jeszcze bardziej „dostępny”, aniżeli było to do odczucia w Far Cry 2. Twórcy jednak postarają się nadać naszym działaniom większą celowość, byśmy nie pogubili się w bogato zalesionej dżungli, goniąc nie wiadomo za czym. Łatwiej będzie się połapać w celach misji, skąd dokąd należy się udać, kto może zaoferować jakieś zadanie poboczne. Między tymi „wyznacznikami” zaś pozostajemy z pełną dowolnością działań, jak również zastosowanych podejść do danego wyzwania. Rambo? Poszukamy poukrywanych składów broni. Sam Fisher? Lepiej rozejrzeć się za jakąś snajperką plus ostrym nożem.






