Darksiders: Wrath of War
Skłamałbym, gdybym powiedział, że z Wrath of War wszystko jest w porządku… Ziemię dotknęła tutaj oto katastrofa, największe miasta legły w gruzach, ludzie zaczęli zamieniać się w bezmózgie zombie. A to z powodu olbrzymiej bitwy, którą toczą ze sobą Piekło i Niebo. Co ciekawe, my - jako Wojna, jeden z czterech jeźdźców apokalipsy, stajemy pośrodku konfliktu, bowiem obwiniani jesteśmy przez obie strony o jego rozpoczęcie. Co robić - chwytamy za kilkumetrowy miecz i wypasioną spluwę, koncentrując się tylko na tym, by dosięgnąć cwaniaczka, który wpakował nas w cały ten bajzel... Nie, z tym tytułem absolutnie nic nie jest „w porządku”.
Darksiders w sumie ciężko zaszufladkować do jakiejkolwiek kategorii, na jakimkolwiek polu. Twórcy nieustannie mieszają ze sobą klimaty, przeplatają z pozoru kompletnie nie pasujące do siebie elementy, a jednak w misz-maszu, jaki im ostatecznie wychodzi, znajduje się pewien złoty środek. Właśnie pewien wszechobecny absurd sprawia, że zaczyna się mięć chętkę na nieco więcej. Weźmy chociażby anioły i demony, którym to przecież na okrągło będziemy kopać tyłki. Futurystyczna zbroja w połączeniu z pierzastymi skrzydłami? Olbrzymie ostrze w jednej łapie, a w drugiej dubeltówka (no dobra, dubeltówki nie będzie, ale to tak dla lepszego zobrazowania paradoksu)? O tym, że całość rozgrywa się w pogrążonym w zagładzie, współczesnym mieście już nie muszę wspominać.
Nasz główny bohater, Wojna, to takie nieślubne dziecko Kratosa z God of War i Hulka. Ciężki pancerz, nałożony na łysą glacę kaptur, „klockowata” budowa ciała, rzucanie w przeciwników samochodami, a zarazem niesamowita prędkość, olbrzymie skoki plus powietrzne wygibasy z udziałem kilkumetrowego miecza. Tak, brzmi to fajnie, ale wygląda co najmniej głupio. Za całe to szalone zacięcie artystyczne możemy podziękować Joe Madureirze, twórcy komiksów, który w głównej mierze odpowiada za plastyczną stronę gry. Zrobił on z wysoko postawionych szych w niebie i piekle cybernetycznych wojowników, z ciężkimi gnatami i rządzą mordu w oczach. Zaraz, skąd my to znamy? Z Too Human, które lekko mówiąc za wiele na rynku niestety nie zwojowało…






