Call of Juarez: Więzy Krwi
Szalony wiek XIX w Zachodniej Ameryce to motyw, z którego można wydusić naprawdę sporo miodu – panowie z Techlandu, bogatsi o cenne doświadczenie, spróbują to zrobić po raz drugi. Tym razem zapoznają nas z wydarzeniami, jakie miały miejsce przed tymi z pierwszego Call of Juarez. Tak oto fabuła Bound in Blood zakręci się wokół braci McCall – zakapiorów siejących postrach na zachodniej stronie kontynentu. Tym, którzy grali w „jedynkę”, nazwisko McCall powinno kojarzyć się z wielebnym Rayem, jedną z głównych postaci gry. I jeśli zastanawialiście się, jak doszło do tego, że ten bezlitosny bandzior stał się szanowanym duchownym, to Bound in Blood odpowie na to pytanie. Fabułę ma również napędzać klasyczny motyw zdrady – podczas wojny z Jankesami, nasi protagoniści zostają wystawieni do wiatru przez niejakiego Barnsby'ego. Zmusza to ich do dezercji i podróży w głąb kraju, celem której jest uniknięcie spotkania z armią Konfederatów. Po drodze oczywiście nie ominie ich masa strzelania w starym, dobrym stylu.
Na początku każdego poziomu gracz będzie mógł wcielić się w jednego z braci – Thomasa lub Raya. Tych panów, jak to zazwyczaj bywa w grach, mają dzielić wyraźne różnice. Tak oto Thomas to postać celniej strzelająca, a przy tym bardziej zwinna. Posługiwanie się lassem czy wdrapywanie w trudno dostępne miejsca to dla niego nie problem. Z kolei Ray okaże się silnym, wytrzymałym bykiem, który woli używać broni do strzelania z ramienia. Na dodatek potrafi wyważyć drzwi popularną i uznaną metodą „z bara”. Dwóch głównych bohaterów sugeruje, że pojawienie się w grze trybu kooperacji jest więcej niż pewne... Cóż, wbrew pozorom, takiej opcji zabraknie w drugiej części CoJ. Autorzy tłumaczą to faktem, że Thomas i Ray po prostu nie zawsze walczą ramię w ramię – nieraz muszą się rozdzielić, by osobnymi ścieżkami dotrzeć do celu. Jeśli mam być szczery, to nie do końca przekonuje mnie ten argument, ale co zrobić.
Ubisoftową metodą na sukces jest kolektywizacja większości liczących się na świecie europejskich marek.
Nie podobają mi się natomiast te bliskie konszachty z Ubisoftem. Rozumiem, że gra potrzebuje wydawcy. Rozumiem, że Techland jest zbyt mała firmą by mógł pełnić te honory poza macierzystym rynkiem. Jednak... Na współpracy z europejskim EA jeszcze nikt dobrze nie wyszedł. Na dyktandach Ubisoftowych, jak mniemam, cierpi również polityka wydawnicza firmy. Co z Dead Islnad? co z Warhound?
Procesor: 3.2GHz Intel Pentium 4 lub odpowiednik
Pamięć: 1 GB RAM
Dysk: 4 GB wolnego miejsca
Napęd DVD: tak
Karta dźwiękowa: zgodna z DirectX 9.0c
Karta graficzna: minimum 256 MB, zgodna z DirectX 9.0c oraz Shader Model 3.0
DirectX: 9.0c







czekam i napewno zagram w nową odsłonę przygód Reverend Ray'a!