Brütal Legend
Naszym bohaterem będzie Eddie Ricks, metalowiec z bródką, ćwiekami na skórzanej kurtce, ogromną gitarą i jeszcze większym toporem. Potraktowani nim przeciwnicy momentalnie zamieniają się w najbardziej chore wizje Gunthera von Hagensa. Eddiego (mówiącego głosem Jacka Blacka) poznajemy, kiedy w czasie przygotowań do kolejnego koncertu kaleczy się, a krew skapuje na trupią sprzączkę od paska. Czacha ożywa i przenosi Eda do świata fantasy, w którym zastaje on dość nieprzyjemną sytuację – ludzkość jest więziona przez demoniczne hordy. Z miejsca staje się wymuszonym wybawcą, a jako że najlepiej mu w życiu wyszło ostre granie i jazda swoim hot rodem, robi z tego punkt wyjścia do zbudowania armii oraz wyzwolenia ludzi. To będzie bez wątpienia najostrzejsza rockowa trasa w historii.
Mocno to pokręcone, a nie wspomniałem nawet o pradawnych tytanach, którzy - wedle mitologii Schafera – zanim stali się bogami metalu, zostawili w tej krainie wiele autorskich tworów. Jak pająki tkające gitarowe struny czy kopalnie silników V8. Tak, to jest ten moment, kiedy zastanawiacie się, czy to, co brał Tim jest dostępne gdziekolwiek na naszej planecie. Dolewając oliwy do ognia dodam, że w trakcie gry pojawi się Ophelia, ukochana naszego bohatera. Przysporzy mu ona trochę kłopotów i jak zapowiada twórca: ten związek będzie bardzo burzliwy.
Psychonauts spotykają Team Fortress 2 – tak można krótko przedstawić design świata. Postacie są mocno przerysowane, przeciwnicy groteskowi do granic, a lejąca się krew i iskry spod kół w połączeniu z ostrymi dźwiękami dają mocnego kopa. Całość jest wzorowana na okładkach metalowych płyt, wiecie – rzeki krwi, wybuchające wulkany, piekielne nietoperze, te sprawy. Obszar, po którym Eddie będzie się przemieszczał ma być rozległy, Brütal Legend sporo czerpie z gier free-roamingowych i gracz będzie miał swobodę w wyborze kierunku rozwoju. Czyli brak jedynej słusznej ścieżki, pewna dowolność w wykonywaniu zadań i masa sekretów do odblokowania po drodze.







