Blades of Time
Przede wszystkim graficznie to zupełnie inna para kaloszy. Kreskówkowa oprawa ustąpiła miejsca zdecydowanie bardziej realistycznemu podejściu do ukazania akcji. Wszelkie lokacje opływać mają w drobne szczegóły, a zarazem zaskakiwać różnorodnością, czy także rozmachem, zaś cała paleta zastosowanych barw (zapomnijcie o szaro-burych światach) nieść radość podczas wypatraszania coraz to nowych fal wrogów. Naturalnie, ku uciesze wzrokowców, postaci głównej przybyło krągłości tu i ówdzie, nie prezentuje się więcej jak pusta lalka, do tego opracowano dla niej także wiele nowych zabójczych ruchów – niezwykle płynnych w przejściach. Zadbano ponoć przy tym też o odpowiednich nieprzyjaciół, na czele z robalami, zakutymi w zbroje twardzielami lub ogropodobnymi stworzeniami.
Kolejna kwestia to mechanika zabawy. X-Blades pokazało, że zwykłe ciachanie poczwar w pewnym momencie potrafi stać się nużące. Gdzie deweloperzy poszukali inspiracji, by grało się lepiej? W nowej trylogii Prince of Persia. Otóż do dyspozycji dostaniemy opcję manipulacji czasem. U jej podstaw leży cofanie zegara, przy jednoczesnym tworzeniu klona głównej postaci, odgrywającego wcześniej zarejestrowane działania. W przypadku prostych zagadek logicznych niejednokrotnie wykonamy szereg określonych czynności, wiodących ku rozwiązaniu istotnego problemu, nim pognamy przed siebie. Przykładowo staniemy kolejno na przyciskach otwierającym na krótki czas jakieś wrota, by po aktywowaniu umiejętności, kiedy duplikat misternie odtwarza nasze poczynania sprzed kilku chwil, spokojnie zdążyć przejść dalej, zanim brama znów trzaśnie.






