Batman: Arkham City
Tak, wychodzimy z ciasnoty wilgotnych pomieszczeń na miasto, opanowane przez świrów. Spokojnie jednak – twórcy nie chcą dać nam otwartego świata, w którym się pogubimy, albo też ponudzimy z braku absorbujących czas zajęć, lecz dopracowaną (również strukturalnie) olbrzymią miejscówkę, gdzie za niemal każdym rogiem czeka nas jakieś podyktowane fabularnie wyzwanie na miarę możliwości zamaskowanego Bruce’a Wayne’a. Co powiecie na uratowanie Czarnej Kotki z rąk pewnego dwulicowego (dosłownie), bardzo znanego fanom komiksów DC zbira? Najpierw trzeba ją zlokalizować, potem zaś odbić, zanim jej piękne, lateksowe uszy rozpłyną się z sykiem w zbiorniku z zielonym kwasem…
Standardowo wstępem do wszelkich grubszych akcji jest skanowanie środowiska, żeby wiedzieć, z kim oraz jak dobrze uzbrojonym przyjdzie nam ewentualnie się borykać. Wyrywamy "chwasty" jeden po drugim, przy wykorzystaniu linki i mroku umiejętnie „wyskubując” przeciwników z grup patrolowych, uszczuplając tym samym ich szeregi. Kiedy już nabierzemy ochoty do otwartej bitki to warto będzie zwrócić uwagę na fakt, że przy walce wręcz można korzystać także z naszych sprzętowych dobrodziejstw. A więc nie tylko kopnięcia oraz ciosy rękoma wchodzą w grę, lecz również przykładowo wybuchowy żel (smarujemy nim wroga, ciskamy w środek tłumu innych i bum!), albo przywoływanie nietoperzy – rzecz mocno dezorientuje. Szybko zauważycie, iż nie tylko wszystko odbywa się płynniej, idzie kontrować kilku przeciwników na raz, czy wychwytywać rzucane w nas przedmioty, ale to przede wszystkim doskonale znany Wam, acz wzbogacony system walki.
Arkham City to najwyraźniej zaczątek wielkiego romansu między Catwoman, a Mrocznym Rycerzem. Czyżby w planach był co-op? Na razie nie wiadomo. W każdym razie postacie połączą siły, aby nie tylko powstrzymać szalonego Jokera, lecz przede wszystkim niecne zamiary Doktora Strange. Kim jest ów jegomość? W komiksach pojawił się po raz pierwszy w 1940 roku, jeszcze przed innymi rozpoznawalnymi, pokręconymi na umyśle indywiduami. Tam wykorzystywał zdobycze techniki, żeby rabować banki, później aplikował ludziom zmodyfikowany hormon wzrostu, uzyskując przerażających osiłków… Wiecie, dzień powszedni szaleńca. Jego droga zeszła się oczywiście z uszami Batmana, no i wiadomo – uraza po wieki. W grze Dr. Hugo jest psychiatrą, który odkrył tożsamość mściciela z Gotham, wkrótce zaś przerodziło się to w niebezpieczną obsesję.
PS. Harley Quinn wygląda znacznie lepiej bez makeup'u.
jedynka byla niesamowita a 2 na pewno bedzie jeszcze lepsza 





