Army of Two: The 40th Day
Zwłaszcza, że pierwowzór po prostu dość niezręcznie posługiwał się bardzo ciekawą koncepcją. Twórcy wzięli sobie jednak ponoć do serca wszelkie zarzuty. Fabuła znów kręci się wokół dwóch najemników w stalowych maskach, wielkiego Riosa i długowłosego Salema. Byli właśnie w Szanghaju, gdy nastąpiła inwazja – nie wiadomo kto, nie wiadomo po co, wiadomo natomiast jak: na jedno z najbardziej zaludnionych miast na ziemi spadły bomby, zaś na opustoszałych ulicach zaczęło roić się od uzbrojonych po zęby przyjemniaczków. Nasi bohaterowie nie są oficjalnie na żadnej misji (choć może się to zmienić w trakcie gry), trafili po prostu w nieodpowiednie miejsce w nieodpowiednim czasie. Tak się jednak złożyło, że w tym zrujnowanym i dotkniętym kataklizmem otoczeniu wylądowali razem ze swoimi charakterystycznymi maskami oraz pełnym uzbrojeniem. A w takim razie nie może być nudno...
Przedstawiony tutaj świat na pierwszy rzut oka robi dużo bardziej pozytywne wrażenie od tego znanego z poprzedniej części. Ulice wreszcie nabrały życia i kolorów, a całość zdaje się obfitować w całą masę szczegółów. Upadające miasta to generalnie jedna z moich ulubionych widokówek, zwłaszcza jeżeli w grę wchodzą walące się w czasie rzeczywistym, ogromne budowle... Producenci nie tylko postanowili przyłożyć się do warstwy wizualnej, ale także do efektów zniszczeń i interakcji z otoczeniem właśnie – wyobraźcie sobie te zapadające się malowniczo budynki sypiące się na dziesiątki mniejszych elementów. Również gracz jest tym razem w stanie zniszczyć o wiele więcej zabudowań, niż przed rokiem.
Jednak nie samą grafiką gry się mają The 40th Day to przede wszystkim strzelanka z perspektywy trzeciej osoby nastawiona na współpracę kumpli, najlepiej przesiadujących wspólnie na jednej kanapie. Produkcja ma za zadanie doprowadzić do zażartych dyskusji z padem w dłoni, przepychanek, a nawet niszczenia wieloletnich przyjaźni. Wszystko za sprawą wyborów moralnych, które zaczęły pojawiać się ostatnio w co drugiej grze... Bohaterowie nieraz staną przed niejasnym kwestią, czy na przykład zabić Bogu ducha winnego strażnika oraz przywłaszczyć sobie pilnowaną przez niego broń, czy darować mu życie i liczyć na ewentualną pomoc w dalszej części gry. A to ledwo na starcie - później ma być o wiele więcej poważniejszych decyzji (bo przecież jedno ludzkie życie przy krwawej łaźni, którą urządzamy przeciwnikom prawie przez cały czas, to błahostka).







