Amy
Mamy rok 2034. W niewyjaśnionych z początku okolicznościach dochodzi do katastrofy pociągu, którym poruszała się główna bohaterka Lana. Powracając do zmysłów, wokół dostrzega wyłącznie chaos – pasażerowie skaczą sobie do gardeł, mutują, przebąkuje się coś o tajemniczym wirusie, który widocznie zaatakował także ją samą. Nie chce ginąć, więc szuka ratunku. Ukojenie znajduje w osobie tytułowej dziewczynki - w jej towarzystwie symptomy infekcji niespodziewanie ustępują. Szybko okazuje się, że za epidemią stoi kometa, która uderzyła w Ziemię, a całą sprawą interesuje się naturalnie wojsko. Obok poczwar różnorakich, siedzą nam na ogonie stale żołnierze. Lana jako naukowiec dzielnie walczący z chorobą, plus dziecko z autyzmem, stanowiące najwyraźniej na nią lekarstwo, stoją oto w centrum ich zainteresowania. Obiekty pod badania nie muszą być żywe...
Produkcję już porównuje się do niezapomnianego ICO, a to z uwagi na bezpośrednie relacje między osobami dramatu. Kobiecie przyjdzie przez większość przygody prowadzić dziewczynkę za rękę, nie tylko chroniąc ją przed niebezpieczeństwem, lecz również niejednokrotnie uspokajając – poczujemy na padzie bicie przerażonego serca, sygnalizujące rychłe nadejście potworów. Amy wciśnie się do szybu wentylacyjnego, by otworzyć nam drzwi, zagradzające przejście dalej, czy wskaże przydatne przedmioty, lecz przede wszystkim oświetli drogę trzymaną blisko latarenką. Z początku bezbronna, z biegiem czasu (i naszego postępującego osłabienia) ujawni jednak niespodziewane zdolności bojowe – acz na ich temat na razie cisza. Na pewno jednak beztroskiego wybijania zombiaków nie uświadczymy. To zupełnie nie te klimaty.






