Halo 3: ODST
Zacząć należałoby od tego, że jeszcze do niedawna pozycja ta nosiła podtytuł Recon. Bungie zdecydowało się jednak zmienić nazwę na bardziej oddającą charakter rozgrywki – wcielamy się tu w końcu w członka oddziału Orbital Drop Shock Trooper, o czym za moment. Z dostępnych informacji udało nam się nakreślić szkic tego, co przyniesie nowa produkcja z uniwersum Halo. Na wstępie możemy dość śmiało zapewnić, że fani serii powinni być zachwyceni. Jak natomiast gra sprawdzi się jako produkt dla laików w tym temacie, o ile tacy w ogóle istnieję? Tu może być trochę inaczej.
Halo od zawsze kojarzyło się z jedną postacią – Master Chiefem. Na wstępie czeka więc nas niespodzianka, gdyż słynny Spartan nie pojawi się w Halo 3: ODST. Gracz wcieli się w rolę wojaka ze wspomnianej już jednostki, której nazwa widnieje w podtytule dodatku. Akcja potoczy się między wydarzeniami z drugiej, a trzeciej części sagi, w dobrze większości znanym mieście New Mombasa, które jak pamiętamy zostało nieźle zdewastowane. Bungie nie chce zdradzać, czy zwiedzimy jeszcze jakieś inne miejscówki. Początkowo twórcy twierdzili, że kampania dla jednego gracza zamknie się w granicach od 3 do 5 godzin. Teraz zapewniają, iż w fazie produkcji czas zabawy wydłużył się i spokojnie możemy mówić nawet o ponad 6 bitych godzinach.
To, co w Halo 3: ODST ma się diametralnie zmienić, to rozgrywka. Po pierwsze, będzie zdecydowanie bardziej mrocznie i taktycznie. Nie pokierujemy już po części zmechanizowaną maszyną do zabijania, lecz zwykłym człowiekiem. ODST to takie wyśrodkowanie pomiędzy Spartanem, a przeciętnym żołnierzem. W konsekwencji gracz przyjmie trochę inny, bardziej przemyślany styl gry. Twórcy zapewniają oczywiście, że główne założenia pozostaną takie same, a Halo nie zmieni się w Splinter Cella. Mimo to trzeba będzie mieć ciągle tą świadomość, że samotne szarże na liczne grupy przeciwników niekoniecznie zakończą się powodzeniem. Sprawa ta wzbudziła w mediach wiele zamieszania i nie wszyscy są do końca przekonani, czy taka zmiana wyjdzie produkcji na dobre. Za to interesująco zapowiadają się tzw. flashbacki. Ot, napotykamy miejsce, gdzie na przykład zginął nasz kamrat i cyk! – wcielamy się w niego przeżywając przeszłe wydarzenia.






