Splinter Cell: Conviction
Po wydarzeniach ze Splinter Cell: Double Agent życie Fishera znacznie się zmieniło. W jednej chwili w wyniku nieszczęśliwego wypadku stracił ukochaną córkę, a potem przez misję mającą na celu zlikwidowanie terrorystycznej grupy John Brown's Army zginął jego największy przyjaciel, a także zwierzchnik - Irving Lambert. Bohater odchodzi po tym z organizacji Third Echelon, której poświęcił większość życia, a my widzimy go jako wrak człowieka, ojca pragnącego znaleźć zabójcę jedynego dziecka. Ale demony przeszłości nie każą na siebie długo czekać. Odzywa się nagle Anna Grimsdóttír – dawna współpracowniczka Sama. Kobieta ostrzega go przed polującymi na niego z niewiadomych przyczyn funkcjonariuszami Third Echelon oraz zdradza miejsce pobytu człowieka, który może mieć więcej informacji odnośnie śmierci jego pociechy Sary. Naturalnie nasz eks-agent łapie się w sieć intryg sięgających nie tylko najwyższych szczebli jego dawnej organizacji, ale także wpływowych ludzi stojących u władzy.
Z Conviction Ubisoft miało sporo problemów przy produkcji. Pierwszy projekt gry prezentował się dość interesująco - oto Sam Fisher, zarośnięty, niechlujny gość, uciekał przed rządem, dla którego pracował. Nowy wizerunek postaci jak najbardziej pasował do całej historii, gdyż pod koniec ostatniej akcji główny bohater został w końcu uznany za terrorystę oraz zdrajcę. Dostępne materiały ukazywały go dodatkowo walczącego prowizoryczną bronią i wykorzystującego otoczenie do swoich celów. Niestety całość w pewnej chwili wyrzucono do kosza, bo twórcy zdecydowali się pójść w inną stronę. I tak otrzymujemy opowieść, która nie do końca trzyma się kupy. Pamiętać należy, że córka Fishera ginie na samiutkim początku Splinter Cell: Double Agent i przez całą tamtą grę Sam zdaje się tym niespecjalnie przejmować. Owszem, odczuł to głęboko, lecz nie miało to większego wpływu na wykonywane dla JBA i NSA misje. Tymczasem w Conviction motyw mszczącego się ojca wchodzi nagle na pierwsze skrzypce…
Rozczarowań ciąg dalszy - po uruchomieniu nowego Splinter Cella z miejsca uderza wypranie rozgrywki z najważniejszych i charakterystycznych dla serii elementów, zaś to, co się uchowało, przemodelowano, aby uprościć całą zabawę. Weźmy na przykład chowanie się w cieniu. Pamiętajmy, że w Conviction nie mamy wsparcia za strony Third Echeolon, tak więc nie może być mowy o nowoczesnych gadżetach, a co za tym idzie, tym razem tego, jak bardzo jesteśmy widoczni, nie zanotują urządzenia na naszym wyposażeniu. W momencie, kiedy Sam znika w ciemnościach, ekran po prostu automatycznie zmienia się teraz na czarno biały, uwypuklając w normalnych kolorach tylko istotne elementy otoczenia, typu przeciwnicy czy rzeczy, których możemy użyć. Wypada to ciut jak w The Saboteur.
Co do samej gry - pograłem w kampanię co-op z kumplem 5h, przeszliśmy chyba połowę (na realistic) i nie wiem gdzie ta gra jest krótka albo prosta (wedle obiegowych opinii), tak samo nie rozumiem narzekań na grafikę bo wygląda baaaardzo dobrze. Generalnie to jestem bardzo mile zaskoczony, dema nie tykałem przed zakupem. Teraz wiem, że wydane pieniądze to strzał w dziesiątkę bo gra wciąga i to mocno
Ale i tak będę twierdził że gry są upraszczane ze względu na konsole bo mam wrażenie że gry są robione dla bezmózgich zombi
A teraz to Sam Fisher zasuwa szybciej po gzymsie nawet od księcia Persji.
Czy ktoś kto grał we wszystkie części z przyjemnością, chciałby aby gra zmierzała w takim kierunku? Raczej nie! Przynajmniej nie ja.
Oby ubi zauważyło że ich decyzje co Splinter Cell były błędne.
A co do konsol to jedynie zazdroszczę im serii Metal Gear Solid
Splinter Cell to byla moja ulubiona seria - teraz przyjdzie mi sie zmierzyc z jej zbastardyzowana wersja. Szkoda, ze teraz dzieciaki sobie juz z niczym sobie nie radza - z pisaniem nie - bo dysleksja, ze szkola nie - bo stres, nawet juz gry sa za trudne i trzeba je zubazac.... Tragedia...










Rynek = Konsole i konsolowcy. Nie oszukujmy się, tak jest. Developerzy badają rynek i dostosowują się do graczy - zgoda. Ale graczy konsolowych. A jeśli po dostosowaniu się do nich robią gry moron-friendly, to to chyba samo w sobie świadczy o tym, do KOGO się dostosowują... Więc to co napisał DerDevil wcale nie jest aż taką bzdurą.
@johnthebon
Fajnie. Wszystko fajnie. Tylko problem w tym, ze teraz juz prawie W OGÓLE nie ma gier nie-casualowych... (Nawet Risen, cholera, zmiękł).