The Secret of Monkey Island: Special Edition
Dzieło panów Rona Gilberta, Dave'a Grossmana oraz Tima Schafera, które do dziś uchodzi za jedną z najlepszych gier z gatunku przygodówek "wskaż i kliknij" w historii, zostało wypuszczone w zupełnie nowej, odświeżonej wersji - Special Edtition. I trudno już na wstępie nie stwierdzić, że tego rodzaju bezbolesnych podróży do czasów hegemonii LucasArts oczekujemy więcej. Kultowy klasyk nie tyle został podciągnięty do obecnych standardów, co również jest ukłonem w stronę wiernych wielbicieli oryginału. Jak to? Ano tak, iż wydając na Xbox Live 800 punktów Microsoftu na mamy właściwie dwie gry w jednej. Ale o tym za chwilę - teraz przypomnijmy sobie, o czym tak właściwie jest Małpia Wyspa.
Naszym protegowanym tutaj jest młody, ambitny nieudacznik, który ma jedno marzenie - chce zostać piratem. Tylko nie takim od lewych kopii gier, czy też szalejącym na drogach. Guybrush Threepwood (co za dziwaczne nazwisko, nieprawdaż?) pragnie być prawdziwym wilkiem morskim, kapitanem okrętu, posiadać oddaną mu załogę i żeglować po siedmiu morzach. Tu warto wiedzieć, że każdy początkujący "pirek" winien ukończyć trzy specjalne zadania. Niestety w czasie swojej inicjacji, Guybrush nie tylko zniechęci do siebie niemal wszystkich mieszkańców kurortu Melée Island, ale również zakocha się w pięknej gubernator wyspy o imieniu Elaine. I teraz pojawia się kolejny problem. Kobieta ma innego adoratora - nie do końca żywego kapitana LeChucka, który razem ze swoją upiorną załogą sieje postrach na przyległych wodach. Nasza miłość zostaje przez niego porwana, stąd nie pozostaje Ci nic innego, jak tylko skompletować ekipę, zdobyć okręt i wyruszyć jej na ratunek.
Oto zarys historii tak komicznej, a zarówno tak wciągającej, że przez niemal 19 lat na karku nie postarzała się ona nawet o dzień. Film otwierający grę zaczyna się niemal jak w oryginalnym The Secret of the Monkey Island - skąpana w nocy wyspa Melée prezentuje się wprost... koszmarnie. Aczkolwiek zlepek obrzydliwych, wielkich pikseli w niskiej rozdzielczości nagle zamienia się w bajeczną ręcznie rysowaną grafikę dostosowaną do standardu 16:9. O ile nie każdemu może się spodobać odświeżony wygląd Małpiej Wyspy, tak LucasArts pomyślało również o ortodoksyjnych fanach. W każdym momencie naciskając klawisz "Back" na padzie, obraz płynnie przejdzie z nowej wersji w tę klasyczną. Wtedy ekran podzielony był równo na pół - na górze widzieliśmy faktyczną grę, zaś u dołu mieściło się menu z odpowiednimi komendami: popatrz, weź, i tak dalej, oraz posiadanymi przedmiotami. Na owe czasy postacie nie miały także głosu, więc poza przygrywającym koszmarnym midi gdzieś w tle produkcja była niema. Kursor stanowił krzyżyk, a ilustracje naszych rozmówców przedstawiały normalnych ludzi. Dobrze, to teraz wróćmy do czasów obecnych.







