The Darkness II
Nie podziałały niestety na moją osobę usilne próby wciągnięcia w gangsterski świat poprzez bezpośrednie zaangażowanie w scenki przerywnikowe, spłynął po mnie jakoś bez większych dreszczy na plecach wątek miłosny, a rozwiązanie około sześciogodzinnej historii nie pozostało w sercu, ani głowie. Jackie Estacado przez dwa lata dusił w sobie ciemność, aż pewnego feralnego dnia został zaatakowany podczas kolacji w restauracji przez siły tajemniczego kaleki o poharatanej twarzy. Od zgonu wyratowuje go wewnętrzna moc, którą tak bardzo bał się wypuścić na świat i w imię zemsty mafiozo, przypakowany o dwie demoniczne macki, rusza odszukać złowrogie Braterstwo. Nie chce poddać się bezwarunkowo napędzanej ponownie głosem Mike’a Pattona z Faith No More „towarzyszki”, lecz ta stale mami go wizjami szczęścia z Jenny, nieżyjącą dziewczyną bohatera…
The Darkness II zalatuje komiksem na kilometr, niekoniecznie w tym pozytywnym sensie. Opowieść pasująca może do kartek kolorowych zeszytów Top Cow, w formie ruchomej wypada w drażniący sposób pusto, brakuje szerszego tła pod pewne obrazki. Między misjami spędzimy chociażby trochę czasu w domu Jackiego, gdzie porozmawiamy z kilkoma ważnymi osobami, teoretycznie lepiej utożsamiając się z Estacado. Ale to takie poznawanie postaci po łebkach, trącące do tego sztucznością. Za mało tutaj cukru w cukrze, że zacytuję klasyka. Wszystko układa się też w o wiele ciekawszą całość dopiero po ograniu multiplayerowego trybu Vendettas, śledzącego poczynania czterech zabijaków obdarzonych mocami ciemności, próbujących równocześnie z Donem wyjaśnić motywy kierujące głównym złym. By oddać twórcom niemniej sprawiedliwość, fajnie miesza w głowie jeden powtarzający się motyw, skłaniający do ciągłego kwestionowania zastanej growej rzeczywistości. A może to wielki obłęd?
W kwestii oprawy postawiono na stylizację - pociągnięcie konturów postaci oraz obiektów grubszą kreską plus wyrysowane odręcznie tekstury. Powoduje to, że mniejszą uwagę zwraca się na powtarzane często „tapety”, a także nie zawsze satysfakcjonujący ich poziom. Oświetlenie scen również wypada przy tym skromnie. Czysto jako środek wyrazu takie podejście do sprawy nie jest umotywowane niczym innym poza faktem, że to produkcja na bazie komiksu. Całkiem realistycznie wyszły twarze (synchronizacja ust do wypowiadanych kwestii zdaje egzamin, ale wyłącznie w przypadku wyraźnego, wolnego wymawiania słów), tylko odcinają się one znowu od nakreślonego rysikiem odzienia. Brakuje trójwymiarowych, wypukłych szczegółów ubrań. Jeśli narzekać to także na dosyć standardowe dla gatunku, puste uliczki czy zaułki, w większości nad wyraz kanciaste. Śmieszy i animacja głównego bohatera – dobrze, że mało jest luster…
Sporym minusem jest natomiast to że faktycznie gra jest bardzo krótka. No i osobiście podobały mi się akcje odstawianie przez tego stworka 






