Singularity
Już pierwsze zajawki filmowe wywoływały u mnie ciarki, gdyż cała konwencja mocno podchodziła pod klimat rodem z Archiwum-X. Oto wyciekły tajne informacje odnośnie sowieckiego kompleksu na wyspie Katorga-12. Podobno w 1950 roku naukowcy odkryli tam zupełnie nowy pierwiastek oznaczony jako E99. Minerał posiadał niesamowite właściwości, lecz bliższe zapoznanie się z nim przez uczonych doprowadziło do tragicznej w skutkach katastrofy. Po 60 latach na miejscu pojawiamy się my - w skórze niejakiego kapitana Nathaniela Renko. Razem z niewielkim oddziałem będziemy musieli dokładnie zbadać miejscówkę oraz odkryć przyczyny niewyjaśnionych zjawisk, jakie mają tam miejsce. Proste? Jedynie na pozór, bowiem trzymana w tajemnicy przez rząd rosyjski wyspa to niezwykły rejon, gdzie przeszłość, teraźniejszość i przyszłość zlewają się w jedno…
Ku zaskoczeniu wszystkich, centrum badawcze wcale nie jest opuszczone, ale napotkane dziwne stwory nie mają ochoty omawiać nam co się stało. Całą historię oraz kulisy eksperymentów nad E99 poznamy wyłącznie z pomocą porozrzucanych tu i ówdzie nagrań audio, wyrwanych stron z dzienników naukowców, czy za pośrednictwem przedziwnych wizji. Zostajemy niestety w końcu oddzieleni od naszego oddziału, więc pozostanie wybrać się samemu w głąb Katorgi-12. Projekt pogrążonego w ruinie kompleksu prezentuje się konkretnie, aczkolwiek trudno nie odnieść wrażenia, że twórcy raczej nie mają ochoty udostępnić nam wszystkich lokacji, skutecznie kierując gracza wyłącznie na jedną ścieżkę. Tym samym liniowość daje się we znaki dość szybko, zaś dotarcie do celu nie stanowić będzie dla nikogo chyba większego problemu. Na szczęście przeczesywanie kolejnych pomieszczeń, odkrywanie całej tajemnicy oraz lawirowanie w czasie, sprawnie odwróci naszą uwagę od tego problemu.
Kapitan Renko prędko zapoznaje się z arsenałem niezwykłych pukawek, często wzbogaconych o użycie E99. Broń wizualnie nie przypomina nic, co można zaobserwować na wyposażeniu wojsk jakiegokolwiek kraju. Całości bliżej jest do giwer rodem z podwodnego Rapture, lecz dobrze się to komponuje z laboratoryjnym tłem zdemolowanych lokacji. W arsenale znajdą się tradycyjne strzelby i karabiny, ale wielu graczom zapewne bardziej do gustu przypadnie snajperka z możliwością zwalniania czasu, czy też armata wypluwająca z siebie kierowane przez nas pociski, które przy kontakcie z celem eksplodują. Naturalnie każdy gnat w odpowiednich punktach można wymienić na inny lub dopieścić jego statystyki, tak aby był jeszcze bardziej skuteczny w walce. Zaraz obok tego mamy jeszcze stworzone na wzór perków z Call of Duty: Modern Warfare umiejętności, choć to wszystko nie umywa się do kontrolującej czas rękawicy…
Sama gierka jest w porządku, miło się gra, przypomina mi bioshocka wymieszanego z niezwykle klimatycznym dark sector, doszukiwanie się elementów metro 2033 w tej produkcji jest według mnie chybione.







Konsole mają moc obliczeniową równą komputerom z lat 2006-2007. Nie dziw się więc, ze mają problemy