Red Dead Redemption
W przypadku obu produkcji podobieństwo nazw oraz westernowe podejście do sprawy to jedyna cecha wspólna, gry nie są bowiem w żaden sposób powiązane ze sobą fabularnie. W "Odkupieniu" przychodzi nam się wcielić w postać Johna Marstona. Poznajemy go, kiedy jest odprowadzany w eskorcie dwóch agentów federalnych na pociąg do niewielkiej mieściny Armadillo. Okazuje się, że rewolwerowiec ma sporo na sumieniu - należał do gangu, z którym siał postrach w wielu stanach. Niestety wspólnicy zostawili go na pewną śmierć. O dziwo, Marston nie trafił do Stwórcy, lecz wylizał się z ran i postanowił odmienić swe życie. Założył rodzinę oraz osiadł na własnej ziemi. Demony przeszłości nie kazały na siebie jednak długo czekać. Pod groźbą odebrania mu wszystkiego, rząd zmusza bohatera do niechcianej współpracy. Musi on złapać dawnych kompanów i doprowadzić ich przed oblicze prawa – naturalnie żywych lub martwych…
Jak przystało już na tytuły od Rockstar, dostajemy tu olbrzymi, otwarty świat, po którym będziemy swobodnie podróżować. W tajniki sterowania wprowadzi standardowo samouczek - na farmie rodziny MacFarlane pojmiemy podstawy poruszania się, strzelania czy jazdy konnej. Z miejsca w grze odnajdą się weterani ostatniego GTA, gdyż zarówno mechanika zabawy, jak też "padologia", czerpią garściami z „czwórki”. Na mini mapie znajdziemy charakterystycznie oznaczone, kluczowe dla fabuły punkty oraz misje drugoplanowe, plus wszelakie zajęcia poboczne. Całą historię popchną do przodu główne wątki - które niestety w dalszym ciągu są dość liniowe. Marston między innymi pomoże szarlatanowi wcisnąć ludziom magiczny napój, oczyści farmę z atakujących kurczaki kojotów, czy nawet dołączy do rewolucji w Meksyku. Zadań jest co niemiara i doskonale wypełnią one czas tym z Was, którzy planują jedynie szybkie przejście Red Dead Redemption. Dla tych bardziej wytrwałych gra skrywa dużo więcej - zacznijmy może ciut niestandardowo od misji nieobowiązkowych i opcji spędzania wolnego czasu.
Przede wszystkim warto zaznaczyć, że najnowsze dzieło Rockstar niezwykle mocno stara się oddać warunki panujące w przedstawionym okresie historycznym. Indianie są już w rezerwatach, zaś nowinki technologiczne powoli wypierają stary porządek Dzikiego Zachodu. W niewielkich miasteczkach oddamy się głównie różnym formom hazardu. Z gier karcianych jest poker i blackjack (pojawia się nawet opcja oszustwa), a w Liar’s Dice rozchodzi się wyłącznie o kości. Następnie postaramy się nie stracić palców w szybkiej "zabawie" w nóż (stukanie między nimi po stole) lub porzucamy podkową. Mało? W miastach znajdziemy również sklepy, gdzie zakupimy niezbędne do przeżycia na stepach przedmioty. Kilka atrakcji pojawia się też na farmach. Garść dolców zarobimy bawiąc się w nocnego stróża, albo ujeżdżając agresywnego konia. Oprócz tego można podszkolić umiejętności podejmując urozmaicone wyzwania.
PS: najprawdopodobniej dostaniemy z rocznym opóźnieniem
ale za to powinna być dopracowana (byle nie tak jak GTA IV)






