Polar Panic
Dawno, dawno temu, we wczesnych latach osiemdziesiątych, w salonach arcade za sprawą firmy SEGA pojawiła się urocza pozycja o nazwie Pengo. Gracz kierował w niej poczynaniami sympatycznego czerwonego pingwina, który miał za zadanie pokonać serię poziomów zaprojektowanych w formie lodowych labiryntów. Jego wrogami były glutopodobne stworki zwane Sno-Bee, a jedynym sposobem na ich zniszczenie i przejście do kolejnego etapu stawało się na tyle umiejętne przesuwanie bloków z lodu, aby zmiażdżyły one jak największą liczbę wrogów za jednym razem - co umożliwiało zdobycie większej ilości punktów. Dopiero wyeliminowanie wszystkich przeciwników dawało zatem awans do kolejnego poziomu. W Polar Panic rozgrywce przyświeca dokładnie ten sam pomysł, chociaż zamiast pingwina bohaterem jest tym razem nieustraszony miś polarny walczący z marionetkami potężnej międzynarodowej firmy. Zabawa opiera się na bardzo podobnym schemacie, acz oczywiście z modyfikacjami. Ale o tym potem.
Fabularnie gra przeznaczona jest raczej dla młodszych odbiorców, ale nie oznacza to, że historia nie potrafi wywołać uśmiechu także na starszych obliczach. W świecie wielkich, bezdusznych korporacji pojawia się jedna szczególnie niebezpieczna - Globoco Inc. pod przywództwem niejakiego Mr Biga. Ten bezwzględny, siwowłosy menadżer z nieodłącznym cygarem w ustach decyduje się na ofensywę środowiskową przeprowadzaną na kole podbiegunowym. Zamierza wyciąć drzewa i wyniszczyć wszelkie życie w tym obszarze, by stworzyć miejsce pod kolejne platformy wiertnicze. Jako że wysłani do akcji przeciwko mroźnej przyrodzie traperzy porywają między innymi rodzinę naszego tytułowego bohatera, więżąc ich w klatkach, miś rusza do akcji odwetowej. W każdy kolejny poziom wprowadza nas krótka scenka prezentująca nowy element fabuły, a całość zmierza do typowo hollywoodzkiego „happy-endu”. Pewnie, że wszystko to wydaje się nieco naiwne i infantylne, ale taka fabuła nie dość, iż niesie wyraźne przesłanie na temat ochrony przyrody, to na dodatek doskonale dopełnia obraz Polar Panic. Obraz niezwykle przyjemny dla oka, ucha i duszy.
Jeśli chodzi o rozgrywkę to, tak jak już zaznaczyłam, podstawą oraz wzorem było tu wspomniane Pengo. Tryby gry mamy trzy: Story, Puzzle i Survivor. Głównym jest oczywiście ten pierwszy, gdzie nasz biały niedźwiedź rozprawia się z całym mnóstwem polujących na niego przeciwników, odpowiednio przesuwając po planszy lodowe bloki, a niszcząc w ten sposób też „rodzące” ich domki igloo. Niektóre etapy dodatkowo utrudniane są przez toczące się gdzieniegdzie beczki. Świat podzielono na dziesięć rozdziałów po pięć poziomów każdy, co daje całkiem satysfakcjonującą długość ogólną zabawy. Urozmaiceniem jest ponadto możliwość wyboru trudności - Hard potrafi napsuć nieco krwi. Wrogowie poruszają się tu dużo szybciej, jest ich więcej, żywiej też reagują na nasze poczynania, a i czasu mniej do ukończenia planszy... Koniec minutek równa się niestety utracie życia, także chwilami trzeba naprawdę nieźle się napocić, aby wybić wszystkich przeciwników.







