Metal Slug XX
Metal Slug bez generała Mordena? Niemożliwe, a zatem główny zły powraca triumfalnie. No, może nie tak zupełnie, bowiem już na koniec pierwszego poziomu serwujemy mu bolesne lanie. Jednak z uwagi na to, że cały wszechświat zna i wielbi tę niewątpliwie wybitną postać, tym razem na pomoc przybywają mu waleczni wojacy z innej planety (z antenkami na hełmach, coby na pewno gracz nie miał problemu z rozróżnieniem ich od tych ziemskich jednostek), ratując słynnego dowódcę z naszych rąk oraz przyrzekając mu lojalność i naturalnie dalszą pomoc. Wiąże się to oczywiście z dostarczeniem lepszego, bardziej zróżnicowanego arsenału żołnierzom, z jakimi przyjdzie nam toczyć nieograniczone ilości starć… Dobra wiadomość jest taka, że i my otrzymamy dostęp do futurystycznego uzbrojenia - między innymi strzelb rażących prądem.
Fabuła niczym w filmach klasy B, ale tak przecież powinno być - nikt nie odpala Metal Sluga, aby nacieszyć się skomplikowanymi wątkami rodem z gier RPG. Esencja to naszpikowywanie biednych wrogów nabojami, a jeśli podejdą za blisko - przyjacielskie dźgnięcie nożem. W edycji XX serwuje się nam tę przyjemność w ogromnych dawkach. Z ekranu wylewają się żołnierze, kosmici, czołgi, działa, helikoptery, roboty, a bohater strzela i skacze w tym wszystkim, starając się uniknąć niebezpieczeństwa. Przy okazji ratujemy też naturalnie charakterystycznie brodatych jeńców, którzy odwdzięczają się nam zdjęciem gatek i podrzuceniem jakiegoś użytecznego narzędzia zagłady, bądź zdobyczy punktowej (śpiące kotki na polu walki "rządzą" po dziś dzień). Tym razem dostajemy nawet listę biedaków do ocalenia w każdym z poziomów - to pomaga w odkrywaniu nowych ścieżek i „masterowaniu” wszystkiego, co możliwe.
Główną zaletą każdego Metal Sluga wydanego do tej pory był wysoki poziom trudności, jaki tytuły te nam oferowały. W najnowszej grze mamy w sumie aż trzy stopnie „wtajemniczenia”, tylko co z tego, skoro wysiłek twórców włożony w ich zróżnicowanie zniweczony został poprzez implementację opcji nieograniczonej ilości kontynuacji. Owszem, bardzo ciężko jest nie zginąć, zwłaszcza przy większej "zadymie" na ekranie (czyli w sumie cały czas), ale takie posunięcie odziera produkcję z jakiegokolwiek wyzwania… Dodatkowo Metal Slug XX oferuje tylko siedem niezbyt długich miejscówek, co za 1200 punkcików Microsoftu nie jest specjalnie zachęcające. Jasne, można narzucać sobie dodatkowe cele, w stylu uratowania wszystkich jeńców, bądź zaliczenia gry bez wrzucania żetonu, jednak ogromnie boli fakt, że to autorzy powinni podtrzymać pewną tradycję, wedle której pokonanie ostatniego bossa było potem naprawdę tematem do przechwałek.






