Mass Effect 2
Mam w zwyczaju zaczynać recenzje kolejnych tytułów od naświetlenia czytelnikowi fragmentu ich fabuły, aczkolwiek w przypadku Mass Effect 2 muszę zrobić wyjątek. To dlatego, iż pierwsze chwile z dziełem BioWare to dla gracza mającego za sobą wydarzenia z "jedynki", niezwykły, zaskakujący spektakl. Już na wstępie bombardują nas nie tylko niesamowite efekty wizualne, ale również doznania (zlepionych w końcu raptem z linijek kodu) bohaterów. Dramat podległej nam załogi, z którą spędziliśmy przecież te bite kilkadziesiąt godzin w Mass Effect, z miejsca nakręca na chęć poznania dalszej części tej fascynującej i mrocznej historii. Początkowy spokój niszczy strach przed nieznanym, zaś całość zamyka bezradność... Na szczęście trzymająca nas przez zaledwie kilka chwil.
Jak obiecywali twórcy, do kontynuacji da się zaimportować pieczołowicie stworzonego "własnego" Sheparda z pierwowzoru, lecz jeżeli myślicie, że nagle zaczniecie przygodę z napakowanym bohaterem na 60 poziomie i z uzbrojeniem Widm, to się grubo mylicie. Jedyne, co jest brane pod uwagę w przypadku starej postaci, to jej wygląd oraz decyzje, jakie zostały podjęte przez nas podczas gry. Tutaj brawa dla deweloperów, gdyż przemierzając galaktykę nieraz odczujemy konsekwencje poszczególnych wyborów z przeszłości, przez co jeszcze mocniej wczujemy się w fikcyjny świat - odcisnęliśmy na nim swoje piętno. Po zatwierdzeniu wyglądu tradycyjnie wybierzemy klasę swojego bohatera, nawet jeżeli ten zaimportowany już ją posiadał. Tu bez większych zmian - mamy adepta, żołnierza, inżyniera, szpiega, szturmowca czy strażnika. Każda z nich dostaje przypisane sobie specjalne umiejętności, przez co jedną gra się nieco inaczej od pozostałych. Na szczęście wybór jest spory, tak więc każdy znajdzie coś dla siebie.
Wypada od razu napisać słów kilka o dostępnych nam mocach. Przede wszystkim studio wzięło pod lupę zdolności poszczególnych dotychczasowych klas i zdecydowało się lekko je zmodyfikować. Pojawiło się między innymi zamrażanie, pancerz technologiczny i biotyczne przyciąganie, podczas gdy mniej istotne umiejętności z Mass Effect zostały całkowicie wyrzucone lub też zmodyfikowane. Weźmy na to, decydując się na żołnierza dostajemy opcję zmiany amunicji do broni z poziomu zdolności, co jest znacznie szybsze od mozolnego skakania po menu i ręcznego modyfikowania. Całość ma zapewne na celu sprawić, aby gracz skupił się na tym, co dzieje się na ekranie, a nie tracił mnóstwa czasu na skanowaniu wypchanych po brzegi statystykami tabelek. Dla mnie jest to wygodne, lecz jestem pewien, że będzie to kolejny argument przeciwników, którzy wytkną Mass Effect 2, iż nie jest to tak naprawdę gra z gatunku RPG.
A to zwracam honor CDP - myślałem że przy drugiej części też oni majstrowali tak jak przy pierwszej. W takim wypadku EA Polska ma u mnie minusa :)
Super, dziękuje za rozwianie wątpliwości :) I w tej chwili CD Projekt ma u mnie minusa ^^
Gram w polską wersję i powiem szczerze, że nic tak bardzo nie uderza mnie po uszach, jak tekst kierowany do mojej pani Shepard powtarzający się ilekroć odwiedzam Cytadelę - przepraszam pana za niedogodności... Grrrrr...
PS. Na jednym forum wyczytałem, że gracz robiąc chyba większość questów pobocznych nabił w pierwszym przejściu 42h gry, więc jest super jak dla mnie :-)
Wiem, ze wiekszosc graczy mnie teraz dobije, ale jakos to zniose :)
Tak czy siak prosze o rade ;]
no i bardzo ubolewam że RPG zostało tu zepchnięte na margines, mimo wszystko gra jest rewelacyjna
"Mowa tu o Legionie, czyli mającym świra na punkcie komandora Sheparda gethcie. Syntetyk chyba najbardziej mi się spodobał z całego zespołu" - proste uwielbiasz jak ktoś Cię wielbi :)
Procesor: 1.8GHz Intel Core 2 Duo lub odpowiednik
Pamięć: 1 GB RAM (2GB dla Visty)
Dysk: 15 GB wolnego miejsca
Napęd DVD: 1x lub szybszy
Karta dźwiękowa: zgodna z DirectX 9.0c
Karta graficzna: minimum 256 MB, zgodna z pixel shader 3.0
DirectX: 9.0c






