Joe Danger: Special Edition
Odświeżcie sobie choćby szybciutko Excitebike, gdzie na motocyklu malutka postać gnała przez tor przeszkód. Tytułowy Joe też śmiga po alejkach specjalnie przygotowanych plansz, zważając na niebezpieczeństwa. Kiedyś był światowej sławy kaskaderem, ale jeden nieudany numer odebrał mu wszystko – zdrowie, sławę, pieniądze. Teraz od początku musi udowodnić, że jest numerem jeden. Zakłada wielki kask i obcisłe wdzianko na ciut spasiony brzuszek, po czym staje w szranki. Z początku czysto "rehabilitacyjnie", potem stopniowo bierze udział w coraz to wymyślniejszych wyzwaniach, również rywalizując z innymi dwukołowymi rajdowcami. Czyni to w tak atrakcyjny oraz milusiński sposób, że szybko łapiemy syndrom „jeszcze jednego razu”… Rozgrywka po prostu niezwykle wciąga.
Brawa dla twórców za umiejętne podbijanie poziomu trudności. Uczymy się gry bez frustracji. Najpierw zwyczajne skoki, kucanie pod barierkami oraz obracanie maszyną, następnie fikołki, jazda na jednym kole plus kilka zaawansowanych sztuczek w powietrzu, w końcu zaś umiejętne korzystanie z rozstawionych na torze pomocy „drogowych” - acz również i przeszkadzajek. Chłonie się całą, ostatecznie dosyć skomplikowaną mechanikę rozgrywki niezauważalnie, co jest piękne. Poszczególne etapy podzielono na swoistego rodzaju paczki rozdziałów, w każdym pojedynczym zadaniu do zgarnięcia są jakieś odznaczenia. Wypada zazwyczaj zebrać po drodze porozrzucane przez deweloperów dobra, przebyć planszę bez skuchy jak najszybciej, dojechać pierwszym, tudzież wykręcić 100% kombo (wykonać odpowiednią ilość trików w trakcie jazdy). Będziemy też wracać po niezdobyte rzeczy, bowiem za udział w kolejnych „imprezach” przyjdzie płacić tylko tak kolekcjonowanymi gwiazdkami.






