Halo: Combat Evolved Anniversary
Cóż, oprawa graficzna się zestarzała, co chwila strasząc kanciastymi obiektami plus ścianami przyobleczonymi w jednokolorowe niemal tekstury. Trudno byłoby sprzedać takie coś, nawet powołując się na „czyste” podciągnięcie tematu pod standardy HD, z czego Microsoft oczywiście zdawał sobie sprawę. Umiejętnie nakarmiono wilka (masowego konsumenta) nie robiąc przy tym krzywdy owcy (fanatykom sagi), bo na stary, zbutwiały szkielet nałożono świeże szaty. Stale działają niezależnie jakby dwa podsystemy i w dowolnej niemal chwili da się za pomocą przycisku Back na padzie (czy komendy głosowej w przypadku posiadania Kinecta) przełączyć pomiędzy mocno odświeżoną stroną wizualną, a tą trącącą już zdecydowanie przysłowiową myszką. Na pewno trzeba pochwalić 343 Industries za ogrom pracy włożony w odkurzenie oraz „odpicowanie” pierwowzoru - szkoda tylko, że miejscami renowacja przebiegła niezbyt zgodnie z planami oryginału.
Jeżeli pamiętacie pierwsze Halo z ciemnych, a czasem praktycznie rzecz biorąc wręcz „mrocznych” miejscówek to przeżyjecie szok. Wieczór zastąpiono w większości słonecznym, kolorowym, a miejscami jawnie pastelowym dniem. Majestatycznie ukazywana zawsze oto w tle, „zawijająca się” część całej śmiercionośnej instalacji ginie teraz gdzieś pośród kanionów w oddali, przesłaniana jeszcze ślimaczo sunącymi, ślicznymi chmurami. Również wszelkie korytarze, po których biegaliśmy z latarką w ręku, stały się widne, przez co z dodatkowego światła na wyposażeniu nie korzystamy - stanowi ono tak naprawdę nie pasujący już do niczego relikt. Lokacje porosły bujną roślinnością, drzewa śmiało strzeliły w górę i rozpostarły gałęzie na boki. Tylko znowu przez to walczy się niekiedy na oślep, bo w gąszczu nikną przeciwnicy. Przy większych zadymach warto chociaż na moment wrócić do starej grafy, gdyż jest zwyczajnie bardziej przejrzysta.






