Deus Ex: Human Revolution
Przyszłość. Technologia jest coraz bliżej ludzkiego ciała, a my w skórze szefa ochrony Adama Jensena pracujemy dla jednej z firm, która stoi na krawędzi przełomowego odkrycia. Delegacja Sarif Industries z piękną doktor Megan Reed (obiektem zainteresowania głównego bohatera) szykuje się na konferencję, gdzie przedstawi wyniki badań nad łączeniem tkanek z wszczepami bez potrzeby inwestowania pieniędzy w drogie leki, zapobiegające odrzuceniu ich przez organizm – co oznacza powszechny dostęp do usprawnień człowieka. Enigmatycznie sygnalizuje się nam, że coś jest z tym wszystkim nie tak, zanim jednak usłyszymy wytłumaczenia, siedziba firmy zostaje zaatakowana. Jensen odnosi ciężkie rany, napastnicy upewniają się, by z ciał naukowców nie pozostało więcej niż popiół. Dopiero po półrocznej rehabilitacji i licznych mechanicznych modyfikacjach powracamy do służby, próbując dowiedzieć się, kto stał za atakiem.
Fabuła z miejsca zasysa jak odkurzacz, niestety w miarę rozwoju przygody stopniowo zniżając poziom – nie na tyle jednak, byśmy po tych 20 czy 30 godzinach stwierdzili, iż to wszystko był stek bzdur. Chodzi raczej o nagłe nagromadzenie kluczowych informacji plus pojawianie się nowych postaci pod koniec rozgrywki, jak gdyby twórcy zorientowali się nagle, że mają tu jeszcze dużo do upchnięcia, a tymczasem gry zostało niewiele… Przy okazji również historia z biegiem czasu staje się zbyt przewidywalna. Udanie buduje się niemniej atmosferę niepewności oraz braku zaufania pomiędzy postaciami, zarysowując istnienie ogromnej konspiracji gdzieś w tle. Naturalnie wszystko nabierze w końcu sensu, aczkolwiek sam finał na bank rozczaruje wielu – wiedząc, że to prolog do Deus Ex na jakie rozwiązanie się zdecydujecie? Pewnie każde po kolei…
Mamy do czynienia z produkcją FPP z przejściem kamery za plecy postaci przy skradaniu się i wchodzeniu po drabinach, z nastawieniem na rozwój bohatera poprzez liczne ulepszenia. Opcji dostajemy tutaj sporo, nagromadzone zasoby doświadczenia skutkują uzyskiwaniem możliwości zainwestowania punktów w poszczególne części ciała czy implanty, ewentualnie za każde 5 tysięcy kredytów w specjalnych klinikach da się potrzebne do tego zestawy Praxis samemu zakupić. Kolejne poziomy zdobywamy goniąc za wątkiem głównym, wykonując zadania drugoplanowe, zabijając lub ogłuszając przeciwników, odkrywając nowe lokacje, włamując do komputerów… – doświadczenie wpada często oraz gęsto. Co nieciekawe, standardowe ustawienie trudności nie przysparza przy tym wszystkim żadnych kłopotów. Ukłon w stronę niedzielnych graczy? Starzy wyjadacze pójdą więc na całość – i bez zbędnych wizualnych podpowiedzi.

Gra jest świetną strzelanko-skradanka i na pewno zasługuje na wysokie noty. Lecz mimo wszystko gra jest nieco liniowa (jak dla mnie) oraz nieco denerwuje mnie system walki wręcz - kto grał wie o co chodzi
.Właśnie że głos podkładany pod głównego bohatera spisuje się rewelacyjnie
Ogólnie gra mnie z lekka rozczarowała, głównie z racji jej ogólnej konstrukcji - spodziewałem się mieszanki skradanki i RPG z mocno dominującą fabułą, a dostałem hmm... grę w której się głównie eksploruje poziomy, hakuje, otwiera drzwi i czyta maile i gdzie pomiędzy kolejnymi ruchami fabuły mijają czasem nawet godziny, a tymczasem my tylko łazimy po mapie, hakujemy, otwieramy drzwi i czytamy maile :D.






