Dante's Inferno
Podczas prawie równo 7 godzinnego, dziewiczego zbliżenia z najnowszym dziełem Visceral Games nie „tknęło” mnie jakoś ani razu. Zamieszanie wokół fałszywego Mass: We Pray oraz wysyłania aktorów z pikietami przeciw grze pod siedzibę Electronic Arts było ciekawymi zabiegami marketingowymi, ale nijak ma się to do efektu końcowego prac. Że zabijamy tutaj nieochrzczone dzieci? To laleczki o wielkich, plastikowych głowach z nożami zatkniętymi na końcach równie plastikowych rączek. Nikt się nie pomyli. To samo przy ciałach nanizanych na pale – ruchome manekiny. Ladacznice, prezentujące diabelskie genitalia i atakujące ciosem z krocza? Jakiekolwiek szczegóły anatomiczne dostrzeżecie przy pierwszym kontakcie (wiem, źle brzmi) z nimi, o ile akurat w momencie krótkiej prezentacji nowego wroga nie odwrócicie na moment głowy, żeby zobaczyć czy za oknem czasem znowu nie pada ten przeklęty śnieg.
Ogólny projekt poszczególnych przeciwników nie robi niesamowitego wrażenia, niemniej zdecydowanie podobała mi się tu ogólna różnorodność, a także po kilka odmian przypadających na niektóre ich rodzaje. Nie chodzi wyłącznie o zmianę koloru. Takie demony przykładowo z czasem zyskują potężniejsze zbroje, skrzydła czy zamieniają się w ogniste poczwary, co zaliczam na plus. Pokraki atakują również z odmienną zawziętością w zależności od poziomu piekła, na którym się akurat znajdujemy - oczywiście najbardziej rzuca się to w oczy przy okazji Gniewu. Szkoda, że całościowo pozytywne wrażenie psuje miejscami szkaradność zastosowanych tekstur. Częstokroć są one zwyczajnie niskiej, rozpikselowanej jakości, innym razem lenistwo przy modelowaniu szczegółów na postaciach da się zauważyć poprzez zastosowanie wielkiej bump mapy z równie wielkimi rowkami imitującymi trójwymiarowe wgłębienia.
Zgadzam się gra warta uwagi no ale jednak wtedy gdy stanieje albo będzie na blaszaka za mniejszą kwotę... (tzn o ile będzie eh)







