Call of Duty 3
Historia tutaj przedstawiona w całości rozgrywa się w 1944 roku, a więc trafiamy w sam środek kampanii mającej na celu wyzwolenie Paryża spod okupacji wojsk niemieckich. Misje są różnorodne, dynamiczne i generalnie sporo się tu dzieje. Fajne jest też to, że obok Francuzów, Brytyjczyków, Amerykanów i Kanadyjczyków osadzono tutaj także siły pochodzące z... no, zgadnijcie. Domyślacie się już? Tak - oczywiście, że z Polski! W Call of Duty 3 jedną z głównych ról odgrywa Polska Dywizja Pancerna, a w jej skład wchodzi kilku swojaków, którzy nie omieszkają do czasu do czasu rzucić w kierunku wroga równie swojskim „świnia!”. Dziwnie się zachowują i mówią z rosyjskim akcentem, ale dobrze, że ktoś w końcu o nas pomyślał i zauważono niemałą rolę naszego kraju w tamtych wydarzeniach. Ponadto, pomykanie czołgami pod polskim sztandarem to naprawdę specyficzne i przyjemne uczucie. Podsumowując - jestem bardzo mile zaskoczony.
Wspomniałem już o tym, że w CoD3 stajesz po stronie kilku państw, a co za tym idzie podczas całej gry przyjdzie Ci się wcielić nie w jednego, acz kilku wojaków. Dzięki temu w trakcie przerywników poznasz wiele osobistych historii swoich „podopiecznych” oraz zetkniesz się z kilkoma zupełnie różnymi charakterami. Zadbano o delikatny zarys fabularny - pomiędzy misjami dowiesz się kto kogo nie lubi, a kogo kumple z załogi mają za tchórza. Gdzieś w międzyczasie ktoś się pokłóci, a ktoś inny straci przyjaciela. W ten sposób główne wątki - poza opisywanymi wydarzeniami historycznymi - zyskują bardzo ludzkiego wymiaru. Po prostu czuć, że dzieje się tu coś jeszcze, oprócz samego zabijania. A zabijania jest doprawdy sporo, co niekoniecznie należy odnotować na plus. Poza samym faktem, iż jest naprawdę dynamicznie, a na ekranie dużo się dzieje, czasami ta ogromna ilość przeciwników potrafi irytować. Nie dlatego, że robi się trudno, bo z tym akurat nie ma problemu (poziom Normal nie powinien wywoływać niekontrolowanych rzutów padem o ścianę), tylko dlatego, że gra przeistacza się wówczas w zwykłą, bezsensowną jatkę.
Ewidentnie postawiono tutaj nie na jakość, a na ilość przeciwników, co - moim zdaniem - dobrym posunięciem nie jest. Już sto razy bardziej wolałbym by liczbę wrogów podzielono przez 4, a w zamian za to obdarzono ich naprawdę solidną inteligencją, wtedy walka nabrałaby większego realizmu. Nie ukrywam również, iż chciałbym od czasu do czasu móc na moment zdjąć palec ze spustu w celu ruszenia głową. Oczywiście nie zawsze jest tak, jak opisałem to powyżej. Zdarzają się też naprawdę fajne akcje. Chaotyczna wymiana ognia pomiędzy kamienicami, gdzieś w otoczeniu wąskich uliczek zniszczonych miast - to też ma w CoD3 swoje miejsce. Ten cały dynamizm naprawdę działa wówczas na korzyść, w przeciwieństwie do oczopląsu, który wywołuje widok wybiegającej zza góry niemieckiej watahy, liczącej kilkudziesięciu żołnierzy.






