Brütal Legend
Cała historia zaczyna się dość nietypowo. Naszym protegowanym jest Eddie Riggs, który na co dzień pracuje jako tzw. roadie. Gość ma pełne ręce roboty, bo trzymając się zawsze w cieniu dba o to, aby w czasie występu na scenie wspieranej przez niego kapeli wszystko było tip top. Taka złota rączka, która potrafi zbudować czy naprawić co potrzeba oraz doskonale zna się na swoim fachu. I jest najlepszym z najlepszych. Edward jako zagorzały wielbiciel cięższych brzmień czuje jednak, że czasy dobrej muzy metalowej odeszły w niepamięć. Gatunek został zmieszany z popem, hip hopem... Swoje zdanie zostawia niemniej dla siebie, skupia się na robocie, co w konsekwencji prowadzi do pewnego nieszczęśliwego wypadku. Eddie ginie, gdy przez wygłupy muzyków pseudo metalowej kapeli prosto na jego głowę zawala się scenografia. O dziwo śmierć to zaledwie początek, gdyż Riggs budzi się w świecie, gdzie zwykłe rzeczy nie dzieją się zbyt często. Witajcie w Krainie Metalu.
Zapewniam, że świat ten nie należy do najbezpieczniejszych i co najważniejsze - najnormalniejszych. Tu drzewa to kosmiczne połączenie rur wydechowych z żywą rośliną, spod ziemi niczym relikty dawnych czasów wynurzają się okryte mchem tłoki, a wzgórza zasypane są dziwacznymi pomnikami wzniesionymi przez kulturę wielbiącą heavy metal. Nawet kwiaty wyglądają jak charakterystyczne krzyże, jakie możemy zobaczyć na zdobieniach amerykańskich chopperów. Florze towarzyszy równie pokręcona fauna, na którą składają się stwory te duże, i te mniejsze, a każdy kolejny napotkany gatunek jeszcze bardziej oszałamia swoim wyglądem. Zapewne już rysuje się Wam obraz niemal jak z sennego koszmaru, niemniej zapewniam, że kraina ta choć na swój sposób chora, żyła niegdyś w harmonii. Oczywiście do czasu, gdy zły Lord Doviculus zapragnął przejąć nad nią władzę. W samym środku małej wojny domowej pojawiamy się my, zaś zadaniem bohatera jest naturalnie przeprowadzenie rewolucji.
Przez mieszkańców tej dziwacznej krainy Eddie postrzegany jest oto jako wybraniec, który ma stawić czoła tyranowi. Nic dziwnego - nagle z dziecinną łatwością Riggs zaczyna ciąć przeciwników gigantycznym toporem, a brzdąkając na gitarze elektrycznej ciska w nich piorunami. Wkrótce poznaje też różnorakie riffy - jednym przywołamy sobie czterokołowy pojazd, a w czasie zażartej walki odpowiednią solówką na przykład stopimy przeciwnikom twarze. Możliwości jest kilka, a w momencie, gdy Eddie ma zabrzdąkać odpowiedni kawałek u góry pojawia się pięciolinia, przez którą przelatują odpowiadające przyciskom na padzie litery. Nie jest to może Guitar Hero, gdyż najprostszą wariację wykonamy dusząc zaledwie kombinacje 5 przycisków, lecz wplecenie tego typu minigry do zabawy to całkiem miłe urozmaicenie.
@Jedah - nie dostrzegłeś geniuszu tej pozycji, który tkwi przede wszystkim w świetnie opowiedzianej historii. Fakt - elementy strategii są średnie i fakt, że ocena 8 jest wysoką notą, ale moim zdaniem jak na tą grę jest przynajmniej o jedno oczko za niska
Przywołany przez Ciebie przebój to oczywiście "Mydełko FA" - utwór wykonany przez Marka Kondrata i Marlenę Drozdowską. Mam ten hit na kasecie pod tytułem "Gala piosenki chodnikowej", którą kupiłem za całe 10 tysięcy złoty! (dobrych, starych polskich).
a to?
I z wszystkich dziewczyn , największy masz biust
Wciąż po kanałach szukam twego ciała
Szept twój namiętny w mych uszach brzmi
Patrzę się w ekran i ciągle mi mało
Mej cycoliny z kanału TV
Power amps set to explode
Energy screams, magic and dreams
Satan records the first note.
Kto bez przeklejania do google'a zgadnie czyj to kawałek?






