BioShock 2
Andrew Ryan, założyciel Rapture, nie żyje - każdy zaznajomiony z pierwowzorem wie dokładnie, co się stało (inni szybciutko nich nadrabiają zaległości). Miasto jednak przetrwało. "Władzę" obecnie dzierży tutaj niejaka Sofia Lamb, na pozór szalona pani naukowiec, która gotowa jest posunąć się bardzo daleko, aby osiągnąć swój życiowy cel. Wiąże się on z pewną dziewczynką o imieniu Eleanor – na tyle dla Sofii oraz metropolii ważnej, iż można dla niej poświęcić absolutnie wszystko i wszystkich. Główny wątek poprowadzony został tym razem dużo bardziej spójnie, co pozwala na większe skupienie się na rozgrywce. Wzorem „jedynki”, przy przemierzaniu zrujnowanych korytarzy natkniemy się oczywiście na wiele wyjaśniających dokładniej fabułę nagrań audio, chociaż szkoda, że niewiele z nich faktycznie zapada jakoś w pamięć – przydałoby się więcej tych dotyczących natury naszych przeciwników, tudzież rozterek moralnych, z jakimi borykać się przychodziło niektórym mieszkańcom Rapture. Samych zamiarów Sofii oczywiście nie zdradzę, powiem tylko, że ona, Eleanor oraz główny bohater są ze sobą niezwykle ściśle powiązani. Resztę należy zbadać samemu, zanurzając się w tym fascynującym podwodnym mieście. Tylko ostrzegam - można utonąć.
Jeśli o głównym bohaterze mowa, to od dawna wiadomo było, iż nie wcielamy się w zwykłą postać. Jack z pierwszej części gry zostaje faktycznie zastąpiony przez samego Big Daddy'ego. W dodatku nie pierwszego lepszego, lecz pewnego rodzaju prototyp, pierwowzór, który dla swoich twórców funkcjonuje pod dość mało kreatywnym mianem Delta. W jego skórze przeczesujemy ruiny miasta w poszukiwaniu swojej Little Sister. Tak, dowiadujemy się bowiem, że tak naprawdę każdy Big Daddy związany jest do końca żywota z jedną taką dziewczynką. Historia skupia się w wyraźny sposób na nas samych oraz naszych motywach, także mniej tym razem jest rozważań stricte filozoficznych na temat przyczyn upadku Rapture - czego osobiście żałuję. Przemierzamy kolejne lokacje (teraz głównym środkiem lokomocji jest pociąg, choć nie zabraknie też podwodnych spacerów w pięknej podwodnej scenerii), wykonujemy narzucane nam zadania, czasami giniemy (powracają vita-chambers, które da się jednak wyłączyć, jeśli ktoś ma ochotę), a wszystko po to, by wypełnić swoje zadanie. Brzmi znajomo? Trzon rozgrywki nie zmienił się jakoś specjalnie, stąd można mieć początkowo wrażenie, że dostajemy praktycznie identyczną grę w nowszym opakowaniu. Szybko jednak okazuje się, iż są i innowacje, a właściwie konkretne usprawnienia, czyniące z BioShock 2 pozycję pod wieloma względami jednak po prostu lepszą od pierwowzoru.
Zmienia się nieco mechanika rozgrywki. Jako Big Daddy zamiast prawej dłoni dostajemy oto wiertło. Potrafi ono siać prawdziwe zniszczenie w szeregach przeciwników, pamiętać jednak należy o pewnym haczyku - napędzane jest paliwem. Jeśli to się skończy, wiertło przestanie się obracać i co najwyżej kogoś zdzielimy wręcz. Lewa dłoń odpowiada za plazmidy i tu stosunkowo niewiele się w stosunku do "jedynki" zmieniło - główne umiejętności pozostały takie same. Wszelkie akcje kombo, typu zamrożenia wroga, a potem rozwalenie bryły lodu jednym machnięciem wiertłem cieszą i jest ich sporo. Dziwi, że na początku jesteśmy tak samo mało odporni, jak zwykły człowiek, bo przecież w sumie mamy gruby pancerz, ale cóż... Doszły nowe pukawki, w tym Rivet Gun, do którego najciekawszym chyba rodzajem amunicji są tzw. Trap Rivets - naboje zamieniają się w śmiertelne pułapki. Te niezużyte możemy po skończonej akcji dywersyjnej zebrać i rozłożyć gdzie indziej. Spodobały mi się też wypluwane ze Spear Guna Rocket Spears, przyczepiające się do przeciwnika, by po chwili posłać go kolistym lotem na drugi koniec pomieszczenia. Nowy rodzaj nabojów zyskała także strzelba, a ujrzenie paniki, w jaką wpadają wrogowie, gdy przyczepimy im "fosforyzujący" pocisk (zaczynają płonąć, a w rezultacie wybuchają), jest warte każdych pieniędzy.
Z całym szacunkiem szczególowa recenzja to jakiś anachronizm, paradosk, definicyjne zaprzeczenie. Pisząc bardziej realnie - brak pomysłu na zapełnienie elektronicznych szpalt treścią, czy smutna walka o wierszówkę. Recenzja to ogólna opinia mająca zachęcic/zniechęcić potencjalnego klienta do zakupu produktu. Natomiast, nie ma opowiadać niuansów fabuły, czy zgłębiać się w zawiłości mechaniki, nieisotne z pkt. widzenia całości (tu miejsce na twoje hackowanie)
W moim ogólnym odczuciu recenzja jest całkowicie do połnięcia. Nie wiem jakie panna Rayen ma doświadczenia na tym polu, ale jeżeli był to debiut, to dobrze rokujący na przyszłość...
Jedno tylko, jedno, a może dwa "ale"
1) Do not spoil, would you kindly?
Andrew Rayana być może podgryzają rybki od spodu, to fakt oczywisty, podobnie jak kluczowość jego osoby dla fabuły pierwsazej cześci gry. Nie można zachęcać kogoś do zapoznania się z tytułem poprzez zdradzanie jego tajemnić, nawet gdy powstał w 2007 r. i większość graczy, czytających recenzje nastepcy, teoretycznie poiwinno się z nim zapoznać
2) w podsumowaniu piszesz, że dwójka nie za bardzo oddaliła się od protoplasty. Pomijając fakt, że dzieki zastosowanej konwecji nie mogła i nigdy nie będzie, sama reasumacja całkowicie nie wynika z tekstu. Po porstu podsumowalaś coś, o czym wcześniej jedynie wzmiankowałaś, co nagle urosło do głownego mankamentu.
Reszta jest ok. N
kurde ostatnio godzina gry to kompletny SHOCK
akcja akcja i jeszcze raz akcja. Szkoda tylko ze 2 jest krótsza od 1 (a co najmniej tak odczuwam) no i pod koniec(spoko nie bedzie spojleru;] ) gry podczas wysadzania tych rur gra znacznie mi zwolniła ale to trwało tylko chwile. Czekam na kontynuacje (a co najmniej jakies dlc :p )Co do grafiki - to chyba wypadałoby jakiś zunifikowany system wprowadzić, bo jeśli ja na ekranie widzę coś brzydszego od czegoś innego, to chyba warto napisać
Co do czekania na instalację - ponownie zaznaczam, że zrecenzowana jest wersja na 360, nie na pc. Ładowanie poziomów jest zupełnie standardowe i u mnie od normy nie odbiega.
@Miodus - jakby nie patrzeć, mam manię od czasów pierwszego Bioshocka. A 9 za dźwięk dlatego, że w jedynce voice acting był moim zdaniem jeszcze lepszy (Andrew Ryan), także tu trochę obcięłam. Dziękuję za miłe słowa
Nie zgadzam się też z oceną grafiki. Jeśli ta gra ma 9, to Crysis ile ma? 11? Rozumiem że kobieta może do tego nie przykładać uwagi ( z całym szacunkiem) ale błędy animacji, lub wczytujące się tekstury słabej jakości zasługują chociaż na wzmiankę.
Co do dźwięku to niestety mamy momentami desynchronizacje tekstów postaci z ich mimiką
Mimo wszystko solidny tytuł i każdemu bym polecił, ale proszę na przyszłość, trochę więcej spraw technicznych umieszczajcie w recenzjach.
Rayne spoko recenzja miło wiedzieć że recenzowała tą gre osoba która rozumie klimat Rapture..
Procesor: 3.0GHz Intel Pentium 4 lub odpowiednik
Pamięć: 2 GB RAM
Dysk: 11 GB wolnego miejsca
Napęd DVD: brak danych
Karta dźwiękowa: zgodna z DirectX 9.0c
Karta graficzna: minimum 256 MB, Geforce 7800GT / Radeon X1900
DirectX: 9.0c







