Bayonetta
Najpierw tło. O czym snuta jest tutaj historia? Równowagi na Ziemi strzegą dwa klany - Niebiańskie Lumen Sages oraz demoniczne Umbran Witches. Oczywiście coś po prostu musiało pójść nie tak i obie frakcje rozpoczęły krwawą wojnę. W tym miejscu legendarny Kamiya najwyraźniej chciał zabłysnąć oryginalnym pomysłem, bowiem w produkcji tej oto demony są tymi "dobrymi", podczas gdy siły niebios to tak naprawdę zło wcielone oraz agresorzy. Cóż - niestety podobne motywy były już w wielu innych pozycjach, więc ostatecznie na próżno szukać w tej grze czegoś innowacyjnego w kwestii fabuły. Idźmy jednak dalej - z konfliktu z życiem uchodzi ostatnia przedstawicielka Wiedźm, czyli tytułowa Bayonetta. Będzie ostro.
Główna postać została przerysowana do granic możliwości. Miało być super seksownie, a prawdę mówiąc patrząc na nią, zamiast odczuwać burzę hormonów (i pożądanie w lędźwiach) na ustach, rysuje mi się jedynie przeolbrzymi uśmiech. W dużym skrócie - Bayonetta to długi badyl z przyczepioną parą balonów z przodu oraz z tyłu, a całość zamyka maluteńka głowa. Kręci Was taki obraz kobiety? Mnie zdecydowanie nie i choć pewne wypaczenia japońskich twórców mogę jeszcze przełknąć, to ten projekt wychodzi poza wszelką skalę dobrego smaku. W moim mniemaniu oczywiście. Gra naturalnie czerpie garściami z serii Devil May Cry. Co odróżnia wiedźmę od Dante, to fakt, że w przeciwieństwie do siwowłosego poskramiacza demonów, dziwacznie szczupła pannica ma nie dwie, a cztery spluwy – jedną parę dzierży w dłoniach, drugą zaś ma przymocowaną do kostek.
sprawa jest taka, że od strony audio są wpadki. Voice acting jest na mega niskim poziomie i do tego dorzucimy męczący uszy Jpop jaką ty temu ocenę wystawisz?
A co do lubienia japońskich klimatów - Jed DMC ma w małym palcu. Więc jednak coś nie zagrało. Za same cycuchy żadnej grze się 9 nie należy i już.
Pytanie Masta - grałeś, czy z góry zakładasz, że to hit? Ja tak zakładałem z DMC4.







