Aliens Vs. Predator
Krótki rys historyczny na wstępie - tytułowe rasy po raz pierwszy zetknęły się ze sobą na komiksowych kartach w zeszytach wydanych przez Dark Horse Comics w 1990 roku. Godnych uwagi gier z ich udziałem pojawiło się na przestrzeni lat przynajmniej kilka. Przede wszystkim bijatyka na Super Nintendo plus automaty. Z wybitniejszych była jeszcze strzelanka na Atari Jaguar, aż w końcu w roku 1999 Aliens Vs. Predator jako FPS trafiło również na komputery osobiste. Rzecz jasna kultowa już produkcja zjadała konkurencję nie tylko pod względem grafiki, ale i klimatu. Wszystkie najważniejsze cechy trzech walczących ze sobą gatunków zostały zachowane, a samo napomknięcie o dostępnej w tytule kampanii Marines do dziś jeży włosy na plecach nawet najtwardszych graczy. Niestety po w sumie dwóch częściach w serii w temacie zrobiło się zagadkowo cicho…
Na szczęście po długim okresie przerwy ludzie z Rebellion, czyli twórcy pierwowzoru na PC, raz jeszcze postanowili zabrać się do roboty. Trzeba zauważyć, że przy okazji nowego AvP nie mamy do czynienia z faktycznie trzecią odsłoną serii, lecz czymś zupełnie nowym, niemniej podczas trwania prac nie mogło się obejść bez informacji, jak to tytuł będzie mocno bazować na klimacie wcześniejszych części. Czy studio dotrzymało słowa? Cóż - i tak i nie. Mamy do czynienia z historią, która na pozór kompletnie niczym się nie różni od scenariusza poprzedniczek. Nowo powstała korporacja Weyland-Yutani macza palce w „udomowieniu” Obcych, a to jak nietrudno się domyślić w konsekwencji prowadzi do przejęcia ośrodka badawczego przez same robale. W celu zapanowania nad całą sytuacją na miejsce wysłani zostają uzbrojeni po zęby Marines, a otwarta w międzyczasie prastara krypta sprowadza na planetę jeszcze kosmicznych łowców - Predatorów. To się dopiero nazywa zbieg okoliczności.
Całą opowieść w Aliens Vs. Predator ostatecznie obserwować będziemy przedstawicielem każdej z ras. W trybie dla samotnego gracza dostajemy trzy kampanie, każda zaś podzielona jest na kilka epizodów. O ile w menu głównym gry na pierwszy „odstrzał” proponuje się nam żołnierz Colonial Marines, tak chronologicznie rzecz ujmując zabawę powinniśmy zacząć Obcym. Początek tu nieco zawodzi, gdyż przechodzenie przez kolejne stadium rozwoju poczwary obserwujemy na filmach. Dowiadujemy się, że przez niezwykle rozwinięty instynkt przetrwania wpadamy w oko odpowiedzialnemu za cały projekt dyrektorowi Weyland-Yutani. Na naszym czerepie wypalają numer sześć, a my trafiamy na dalsze szkolenie. Kontrolę nad Obcym przejmujemy już, kiedy jest w pełni rozwinięty. Podstaw sterowania oraz możliwości lepienia się do powierzchni uczy nas jeden z naukowców, zaś elementów walki „przymusowi” ochotnicy wpuszczani do naszej celi. Potem chwilowy spadek napięcia w bazie staje się idealną okazją do ucieczki. Pozostaje jedynie uwolnić matkę ukrywaną w innej części kompleksu i rozpocząć krwawą ucztę.
A w nowego AvP ?? - Poczekam aż gra stanieje z czasem i może kiedyś ją kupię, ale na pewno nie teraz...
Niezła recka Jedah =]
ocena max 5






