Alien Breed Evolution - Epizod 1
Jak w każdej typowej pozycji inspirowanej jakimkolwiek dziełem science fiction marki Obcy (i pochodnymi), tak również tutaj przemierzamy opuszczone korytarze prawie całkowicie wyludnionego statku kosmicznego. Egipskie ciemności rozświetla nieodłączna w takich warunkach latarka, a gracz (jakżeby inaczej) samotnie odpiera ataki niezliczonych hord stworów. Obok okazjonalnych pozostałych przy życiu naukowców, których od czasu do czasu należy przeprowadzić z jednego miejsca w inne, stanowią one jedyne tutaj towarzystwo. Towarzystwo żądne kontaktu - należy dodać, gdyż ich ataki są częste niczym kłótnie w polskim parlamencie. Poza opisanym właśnie kluczowym dla rozgrywki elementem, szukamy jeszcze kart otwierających kolejne drzwi oraz włączamy wszelkiego rodzaju generatory i unieszkodliwiamy pułapki, w rodzaju trującego gazu czy szalejących gdzieniegdzie płomieni. Przy rozgrywce od oryginalnego Alien Breed zmieniło się niewiele, jednak całość elegancko przechodzi próbę czasu.
Fabuła? Przedstawiona została w postaci dość ciekawych komiksowych wstawek, chociaż nie da się z nich raczej wywnioskować za wiele. Nasz statek zderza się z dużo większym obiektem latającym z „alienami” na pokładzie i musimy przeżyć. Końcówki naturalnie nie zdradzę, niemniej jest to typowe zagranie rodem z Hollywood, czyli pozostawienie nas w napięciu - pamiętać należy, że szykowane są kolejne dwie odsłony, także sytuacja to jak najbardziej usprawiedliwiona. Sam klimat to prawdziwe mistrzostwo świata. Dzięki fenomenalnej, jak na produkcję arcade, grze świateł i ogólnie oświetleniu (Evolution działa na silniku Unreal Engine 3) wszechobecna jest atmosfera strachu, a często wręcz zaszczucia, sporo mająca wspólnego z Dead Space. Kosmiczne stwory atakują falami ze wszystkich możliwych stron, wyskakują z otworów w ścianach czy podłodze - strach się bać. To chyba najmocniejszy element tej pozycji.






