Pokaz rozpoczął gość wyglądający, jakby właśnie sam zszedł z metalowej sceny... Zapowiadało się nieźle, lecz chwilę później robiłam jeszcze większe oczy, kiedy wyjął on ze stojącego na ziemi pudła najbardziej czadową gitarkę, jaką dotąd widziałam w roli kontrolera w grach wideo. Świeży sprzęt wprowadzany jest oczywiście razem z każdą kolejną odsłoną serii (ta to już szósta duża), lecz schowajcie się X-Plorery i Les Paule wszelkiej maści... Oto nowy król jest w mieście. Nie dość, iż instrument wygląda świetnie i wprost idealnie wpasowuje się w rockowy klimat tej odsłony Guitar Hero (przy okazji – pola dotykowe wyleciały), to jeszcze będzie go można dowolnie sobie „dozbrajać”, bowiem "skrzydła" są odczepiane - cała elektronika siedzi w gryfie. Szkoda, że w Polsce dostępny ma być tylko standardowy model. Niestety nie ujrzymy u nas tego jeszcze ładniejszego, bonusu do zamówień przedpremierowych w sieci GameStop.
Gitara gitarą, ale to, co zobaczyłam na ekranie telewizora HD chwilę później, przyprawiło mnie o oczopląs i ślinotok jednocześnie. Warriors of Rock to powrót do korzeni, ukłon w stronę fanów drugiej oraz trzeciej części serii, zatem nie uświadczymy tu smętnych pseudorockowych brzdąkań. O nie, muzycznie skupimy się na tym, co najlepsze – będzie rock klasyczny, alternatywny plus jeszcze punk do kolekcji. W sumie 93 piosenki, a wśród artystów między innymi Avenged Sevenfold, Black Sabbath, Slash, Anthrax, The Rolling Stones, ZZ Top czy Rammstein. Narratorem całości mianowany został zaś Gene Simmons z zespołu Kiss - sprawdza się w tej roli znakomicie. Ukłon w stronę wiernych fanów ostrych brzmień wykonał również zespół Megadeth, pisząc specjalnie dla tej pozycji kawałek "Sudden Death", będący zresztą tłem dla finałowej walki z...
Zaraz, czyżby konkretna fabuła? Owszem, Warriors of Rock posiada takową i to nawet całkiem niezłą. Demigod of Rock zostaje pokonany przez mroczną Bestię, wskutek czego traci swoją gitarę - Power Axe. Naszym głównym zadaniem będzie odzyskanie jej i pomoc Bóstwu w ostatecznym zwyciężeniu złego. Całość stanowi całkiem zgrabny kręgosłup dla nowości w serii, czyli trybu Quest Mode. Dostaniemy oto mapę świata, animowane scenki przerywnikowe oraz osiem standardowych, fikcyjnych postaci - wojowników, walczących o wspólny cel na arenach, dla których inspiracją stały się faktycznie istniejące kluby (same miejscówki są niemniej fikcyjne, poza zamkniętym już w rzeczywistości nowojorskim punkowym CBGB). Tryb fabularny pozwalać ma na sporą dowolność w wyborze kolejnych punktów rozgrywki - autorzy chwalą się nieliniowością, a kryterium dla odkrywania kolejnych aren będą zdobywane przez gracza gwiazdki.







