O dziwo, obrane za "oficjalne", jedno z dwóch zakończeń pierwowzoru nie sprawiło, że pożegnaliśmy się na zawsze ze Starkillerem. Młodzieniec powraca, ale nie jest do końca sobą… Wstępem do całej opowieści jest planeta Kamino. To właśnie tu w czasie drugiej części filmowej sagi tworzona była Armia Klonów. Okazuje się, że Darth Vader za plecami Imperatora prowadzi eksperymenty "zduplikowania" znanego nam z części pierwszej głównego bohatera. Zadanie to niełatwe, gdyż powszechnie wiadomo, iż sklonowanie władającego mocą osobnika jest niemal niemożliwe. Sithowi jakimś cudem się to jednak właśnie udaje.
Tu zaczynają się schody, bo o ile stary Skywalker liczył na sobowtóra, który bez mrugnięcia okiem wykona wszelkie jego rozkazy, tak klon wcale do współpracy skory nie jest. Okazuje się, że posiada on fragmenty wspomnień Starkillera i pragnie odzyskać całą jego tożsamość. Przebłyski wydarzeń pogłębiają ciekawość "tworu", co sprawia, że Vader uznaje cały projekt za niepowodzenie oraz decyduje się go zniszczyć. Więziony Jedi zrywa łańcuchy i ucieka. Gdy tylko zyskujemy kontrolę nad bohaterem leci on głową w dół wzdłuż jednej z wierz kompleksu na Kamino. Fragment ten aż naszpikowany został akcją. Zarówno z dołu, jak i z góry, strzelają w nas szturmowcy, a w międzyczasie musimy jeszcze uważać na wystające elementy konstrukcji. Potem pozostaje tylko finezyjne lądowanie "telemarkiem" i przechwycenie jakiegoś statku, aby wydostać się z planety.

Chyba tylko Knights of the old Republic mogło by mnie bardziej uszczęśliwić 





