Pozycja ta stanowi klasyczne RPG nastawione na czystą "siekę". Fabuła jest tu tylko po to, żeby robić za prowizoryczne tło dla naszych działań. Tytułowe Darkspore to jeden z eksperymentów kosmicznej rasy Crogenitorów, który (jak z tego typu badaniami w grach bywa) wymknął się spod kontroli. Mroczne i agresywne twory oszalałego edytora Spore rozpanoszyły się po galaktyce, a właśnie naszym zadaniem stanie się odnalezienie ich, następnie zaś przerobienie maszkar na gwiezdny pył. Może nie jest to historia aspirująca do konkurowania z Lemem, ale na pewno zawiera kwintesencję każdej gry – powód żeby wyruszyć w wszechświat i móc w słusznej sprawie unicestwić całe setki beztroskich żywotów. A uwierzcie mi, tych w Darkspore do likwidacji z pewnością nie zabraknie.
Rozgrywka jest na tyle przystępna, że właściwie każdy z marszu będzie w stanie przysiąść do gry i rozkoszować się młócką. Z drugiej strony, sam system zabawy wydaje się tak głęboki, iż jak nic przymusi do wielu godzin kombinowania nad doborem załogi. To stanie się głównym motorem napędowym Darkspore - odkrywanie kolejnych bohaterów, a następnie budowanie nieskończonej ilości kombinacji, mających radzić sobie w dowolnych sytuacjach. Cała akcja ostatecznie kręci się wokół wieloosobowych eskapad (maksymalnie czterech graczy), gdzie z własną ekipą wojowników (przeskakujemy pomiędzy nimi w trakcie walki) wyruszamy na kolejną losowo wygenerowaną planetę, aby grabić elementy zbroi, gromadzić walutę w postaci DNA - służącą do zakupów oraz rozwoju postaci, i żeby od czasu do czasu przetrzepać na śmierć jakiegoś ducha winnego bossa.
Poczwar do poprowadzenia dostaniemy do wyboru dziesiątki, jeśli nie setki, a to za sprawą niezwykle przystępnych narzędzi Spore, które są do dyspozycji Maxis. Każdy heros należy do jednej z trzech klas: powolnych i potężnych Sentineli, szybkich oraz zwinnych Ravagerów, albo skupiających się na magii i wsparciu Tempestach. Poszczególne potworki do tego przynależą do konkretnego typu, którymi są: biogenesis (bazujący na siłach natury), cybergenesis (po części zrobotyzowani), plasmagenesis (władcy ognia oraz piorunów), necrogenesis (przywróceni do życia „truciciele”) i quantumgenesis (naginacze czasoprzestrzeni). Twórcy wytłumaczyli, że ten podział działa niczym w karciance Magic the Gathering – wszyscy mają swoje mocne, jak też słabe strony, zaś naszym zadaniem jest takie złożenie grupy, by idealnie zrównoważyć wzajemne ich niedoskonałości.






