Playtest Bulletstorm
 
Data: 08 września 2010  Autor: TomisH
 
 
Trudno przejść obojętnie obok tworzonej pod skrzydłami Epic Games gry Bulletstorm, szczególnie, kiedy miało się okazję sporo podyskutować o niej z samym Adrianem Chmielarzem, czyli szefem przygotowującego tytuł, polskiego studia People Can Fly. Możliwości złożenia hitu na światowym poziomie deweloperzy zaprezentowali już przy okazji uznanego Painkillera, więc chyba nie mamy się zbytnio co obawiać o jakość nowego produktu. Zaplecze techniczno-finansowe też robi wrażenie, lecz (spytacie zapewne) czy odpowiednie wrażenie robi sama Burza Kul? Otóż Moi Drodzy jak najbardziej.
 
 
 
 
 
r    e    k    l    a    m    a
 

Szybciutko zarys fabuły. Wcielamy się w Graysona Hunta, kosmicznego awanturnika i życiowego rozbitka, który przy pierwszej okazji zrewanżowania się znienawidzonemu osobnikowi, co to zrujnował mu niegdyś karierę zawodową, postanawia z niej czym prędzej skorzystać. Niewiele myśląc gość zderza się swoją orbitalną „łajbą” z olbrzymim krążownikiem, czego rezultatem jest awaryjne lądowanie obu na nieprzyjaznej nikomu planecie Stygii. Cóż, na własnej skórze (blasze?) odczuje to towarzyszący mu cyborg Ishi Sato, który już na wstępie zostaje pożarty przez wielką roślinę. Dziarski główny bohater postanawia go uratować, ale by tego dokonać musi w pewnym momencie połączyć siły z dziewczyną o imieniu Trischka. Pochodzącą naturalnie z tego drugiego statku…

Widzieliśmy w akcji nowy (obok ujawnionych już, „standardowych” zbirów) rodzaj przeciwników, zwanych przez twórców Burnoutami. Adrian żartuje, że zastanawiali się z ekipą, czy nie nazwać nawet całego poziomu Burnout Paradise… Łapiecie. Natykamy się na nich w centrum miasta Elysium, które wali się dookoła targane wstrząsami. Co jest w mutantach charakterystycznego? Ubić idzie ich wyłącznie strzelając w świecące się części cielska. Bach, mały wybuch i truposz leci hen w dal. Jeśli śledziliście losy gry to wiecie jednak, że lepiej jest coś zakombinować, ponieważ za zmyślniejsze wykończenie nieprzyjaciela zgarnia się specjalne punkty – co ciekawe, ma to mieć swoje fabularne wytłumaczenie. Bawimy się więc trochę, podbijając stwory w powietrze energetycznym lassem, potem sprzedając zaś im przynajmniej kopa, żeby nadziali się na wystające ze zburzonej konstrukcji pręty.

 

Czemu wszystko drży? Bo w „gruncie” ryje olbrzymia poczwara, którą „przypadkiem” wkurzyliśmy nieco wcześniej, przebijając się przez jaskinie, a stąd… No, trudno powiedzieć, by nas ona dosłownie śledziła, ale wiecie o co chodzi. Już nazwa Hekaton powinna robić wrażenie, o gargantuicznym rozmiarze bestii nie wspominając. Mieszkańcy planety przez lata mówili o niej w podaniach, nigdy nie mając okazji jej ujrzeć, a tutaj z kosmosu zwalamy się my i od razu wkurzamy „zwierza” na tyle, żeby się ruszył. Normalka jak na bohatera - zawadiakę. „Brzydula” przemyka gdzieś w tle (zazwyczaj jest to rozwalający coś ogon), aż w końcu w całej swojej glorii i chwale postanawia nas po prostu zjeść. Tanio skóry nie sprzedamy.

 
 
« 12 »
 
 
 
 
 
Maugan Ra Maugan Ra   10.09.2010 08:18
@Raikoh no własnie mnie też to lekki p odejście interesuję Szczęśliwy brakuje mi takiej gierki na odstresowanie... bo nie samym zakonem w H3 człowiek żyję Szczęśliwy
 
 
matio matio   09.09.2010 23:10
my bad Język
 
 
Raikoh Raikoh   09.09.2010 20:04
Matio to nie recka :). Czekam na grę, gdyż ta różni się pod względem gameplayu od innych gier tego typu.
 
 
matio matio   09.09.2010 19:11
Spoko recka. Bardzo się cieszę, że głównie chodzi o skillshoty nie o bezmyślne siepanie jak leci. Zacny tytuł będzie. I w dodatku polski:) Syfon czemu ':(' ??
 
 
Maugan Ra Maugan Ra   09.09.2010 08:17
kuchia po tym tekście jeszcze bardziej się napaliłem Smutny
 
 
 
 
 
  
  
INFORMACJE OGÓLNE
Tytuł
 
Tytuł oryginalny
 
Kategoria
Akcja, FPP, Strzelanka
 
Platformy
PC, X360, PS3
 
 
INFORMACJE RYNKOWE
Producent
 
Wydawca
 
Wydawca PL
 
Premiery
USA
-
EUR
25.02.11
JAP
-
PL
-
 
PEGI