Seria Battlefield to przede wszystkim fantastyczny tryb multiplayer. Miałem okazję bliżej przyjrzeć się rozgrywce sieciowej i w praktyce wypróbować nowe pomysły DICE. Na początek trochę teorii - w Bad Company 2 do dyspozycji otrzymamy cztery tryby rozgrywki wieloosobowej: Rush i Conquest plus dwa zupełnie nowe, na których temat jednak twórcy nie chcą na razie ujawniać żadnych informacji. Wiemy jedynie, że w chwili obecnej spora część zespołu pracuje nad udoskonaleniem i doszlifowaniem tych elementów. My ograliśmy Conquest, który na pewno znany jest tym, którzy mieli do czynienia z jakąkolwiek odsłoną serii. Idea zabawy tutaj nie uległa zmianie - naprzeciw siebie stają dwie drużyny (w tym wypadku były to oddziały wojsk Amerykańskich i Rosyjskich), celem zaś jest zdobycie flag rozmieszczonych na mapie, co równoznaczne jest z przejęciem kontroli nad danym miejscem.
Słówko na temat systemu nagród oraz postępów, który również jest nieodłączną częścią gier spod znaku Battlefield. Punkty doświadczenia otrzymujemy za walkę na polu bitwy oraz pomoc naszym kolegom z drużyny. Im bardziej będziemy się starać tym większe szanse mamy na otrzymanie odznaczenia. Twórcy szykują sporą ilość nagród - będzie 50 Rang, 228 Gwiazd, 40 przypinek oraz 40 insygniów. Te ostatnie są najcenniejsze i trzeba się będzie o nie nieźle postarać. Świadczyć mają one o przydatności oraz wartości gracza w drużynie. Kiedy na przykład widzimy gracza posiadającego insygnium medyka, jest to informacja, że bardzo często i skutecznie próbuje leczyć swoich kompanów narażając nawet swoje wirtualne życie. Osobnik z insygnium strzelca wyborowego za to będzie idealnym nabytkiem na mapach z „ptasimi gniazdami”. Taki zabieg ma na celu pomóc graczom dobrać się w zrównoważone drużyny. Trzeba przyznać, że choć nie jest to oryginalny pomysł, skutecznie sprawdza się w innych produkcjach.
Przez ciebie napialiłem się jeszcze bardziej na tą gre fajnie, że wyjdzie na PC
Najbardziej podoba mi się system zniszczeń:D






