Świadkiem tej dość późnej ewolucji będziemy w najnowszym (po prostu) Medal of Honor. „Elektronicy” wyraźnie są bardzo pewni swego, o czym świadczy wpompowanie grubych milionów w marketing i zaproszenie do udziału w projekcie drugiej ekipy deweloperów - DICE, ojców Battlefielda. Żegnamy ograne na wszystkie strony realia, a witamy temat całkiem na czasie, czyli kontrowersyjny Afganistan. Aby podkręcić temperaturę jeszcze bardziej, Electronic Arts wystartowało niedawno z zamkniętą betą trybu wieloosobowego, który zdaniem twórców zmiecie wszelką konkurencję. Naturalnie i my mieliśmy okazję sprawdzić produkt online w praniu, zaś po kilkunastu godzinach szarpania same cisną się po prostu na usta dwa oczywiste, acz jakże kluczowe pytania…
Ile tu z Modern Warfare?
Już po pierwszych zwiastunach porównań do gry Infinity Ward nie było końca. Niestety, o ile spodziewałem się, że to jedynie naciągane spostrzeżenia, sieciowe mecze udowodniły, iż tytuł faktycznie ma całą masę zaczerpnięć od konkurencyjnego Call of Duty. Przede wszystkim wita system awansu, który w miarę postępu w grze otwiera dostęp do coraz nowszego sprzętu. Nie pozbyto się uciążliwych wizualizacji bombardujących nas zewsząd punktów doświadczenia - w dalszym ciągu wyświetlają się one na środku ekranu po asystach, tudzież zabójstwach, potrafiąc skutecznie zasłonić widok. W czasie meczu nie obędzie się również bez nagród za tak zwany killstreak, czyli serię kilku zabójstw z rzędu - do wyboru jest moździerz oraz zaznaczanie pozycji przeciwnika na radarze.
Co do samego arsenału, to nie zabrakło modyfikowania pukawek. Jest podział na trzy kategorie, czyli celowniki, przeróżne uchwyty poprawiające stabilność plus magazynki. Ulepszyć możemy wyłącznie broń podstawową, podczas gdy pomocnicza cały czas pozostaje taka sama. Dalej, dziwne deja vu pojawia się też przy okazji mapy w trybie Team Deathmatch, która jest nieźle zaprojektowana, ale trudno po lokacjach z obu części Modern Warfare wyjść z czymś nowym, by zaskoczyć gracza. Mamy targowisko i plac budowy - wszystko już znamy. Nawet muzyce przygrywającej w tle jest bliżej do działa wydawanego przez Activision, aniżeli do symfonicznych klasyków z poprzednich odsłon Medal of Honor. Cóż. Przejdźmy teraz szybko do kwestii numer dwa, czyli…






