Sly Cooper: Thieves in Time
Historia toczyć się ma wokół znanej miłośnikom futrzanej sagi księgi Thievius Raccoonus, gdzie to od pokoleń odnotowywali swoje wyczyny oraz opisywali sztuczki szemranego fachu najwybitniejsi przedstawiciele rodu Cooperów. Jak pamiętamy, w pewnym momencie pieczę nad rodzinnym artefaktem przejął żółw Bentley, przyjaciel głównego bohatera, aby tytułowy Sly, porzuciwszy „branżę”, mógł skupić się ciut bardziej na życiu osobistym. Problem w tym, że z jakiegoś powodu nagle zaczęły znikać całe rozdziały tomu, tak jakby nigdy ich nie napisano. Sympatyczny szop chce, czy nie, ale musi na nowo poskradać się trochę w cieniu i to przeszłości, by używając skleconego naprędce wehikułu czasu zapobiec zniknięciu siebie samego. Wszelki trop prowadzi do tygrysa El Jafe, jako zwierza odpowiedzialnego za całe zamieszanie, ale jest jeszcze tajemniczy kolekcjoner…
Na przestrzeni całej gry wcielimy się na pewno w Sly’a, Bentleya, czy hipopotama Murray’a, lecz także inne, w większości świeże postacie, które uratujemy przed zawirowaniami czasoprzestrzennymi. Potwierdzono chociażby podążającego ścieżką ninjutsu Roichiego Coopera, wynalazcę sushi niesłusznie oskarżonego o zatrucie swym daniem wielkiego Szoguna, przez co „pradziadek” trafił za kratki. Wyciągniemy go z mocno strzeżonego więzienia z pomocą mozolnie poskładanej z części odnalezionych, jak też skradzionych różnorakim delikwentom zbroi – odpornej na ogniste pułapki, ze stylową tarczą do obrony. Jak zdradzają twórcy gry, w każdym rozdziale przygody przyjdzie nam kompletować inny strój, przekładający się na odmienne umiejętności dla postaci. Do tego dojdzie również przynajmniej zbieranie pojedynczych gadżetów, umożliwiających w jakiś sposób brnięcie dalej.






