God of War: Chains of Olympus
Ekipa z Ready At Dawn doskonale wykorzystała doświadczenie wyniesione z produkcji Daxtera na przenośny sprzęt Sony i to teraz niesamowicie procentuje. Pierwsze, co rzuca się w oczy po odpaleniu najnowszej gry z Duchem Sparty w roli głównej jest fenomenalna jak na możliwości handheldów grafika. W menusach wita nas ładnie wymodelowana facjata znanego nam już doskonale urodzonego mordercy, przypominająca „kto tu rządzi”, zaś po przejściu do części głównej rozgrywki przysłowiowa „kopara” dosłownie z miejsca opada. Wykonanie postaci bohatera domaga się szacunku dla twórców, tylko ciut mniej fajnie prezentują się podstawowi przeciwnicy, acz Ci to jedynie mięso armatnie beznamiętnie przez nas szatkowane, toteż jacyś arcypiękni być nie musieli. Jest dobrze, a więksi kilerzy nie zawodzą wcale, lecz może tradycyjnie – po kolei.
Pierwsza misja to znana z dostępnego już od jakiegoś czasu demka Attyka, gdzie Kratos musi powstrzymać atak Persów. Na horyzoncie majaczą statki najeźdźcy, miasto jest cały czas ostrzeliwane, słowem w tle dzieje się naprawdę dużo - na czym oczywiście zyskuje grywalność, bo zwyczajnie czujemy, że lądujemy w środku ostrego konfliktu. Kilka ciosów wymierzonych w pierwszą falę przeciwników z miejsca ukazuje, jak dobrze animowana jest postać naszego zabijaki, zaś paręnaście razów na klatę wkrótce napotkanego Bazyliszka, ogromnego potwora ziejącego ogniem sprowadzonego przez armię perską, zapowiada spory rozmach w wykonaniu bossów. Bestia jest wielka, jednym kłapnięciem spokojnie mogłaby nas pożreć, ale ubijaliśmy już przecież i większe maszkary. Czy raczej – ubijali dopiero będziemy, bowiem God of War: Chains of Olympus jest prequelem do obu wcześniejszych części serii.
Po rozprawieniu się z poczwarą akcja nie zwalnia nawet na chwilę. Zaraz jesteśmy świadkami upadku słońca na ziemię (poważnie). Głośne łup! i mgła Morfeusza spowija całą krainę. Trzeba rzecz sprawdzić. A jak z początku nie wiadomo o co chodzi to możemy być pewni - chodzi o… kobietę. Nie mam zamiaru zdradzać konkretniejszych szczegółów fabuły, musicie jednak przygotować się na emocjonującą wędrówkę, również sentymentalną, która grubym flamastrem maluje głębszy rys psychologiczny Kratosa. Wiedzieliście, iż miał córkę? Wspomnienie o niej zaprowadzi naszego bohatera na samo dno Hadesu, gdzie Charon niechętnie wita wydających jeszcze kruchy oddech życia śmiertelników…

Pozdrawiam serdecznie.







