Army of Two: The 40th Day
Para twardzieli, dających się wynająć każdemu, kto za militarne usługi jest w stanie zapłacić konkretne pieniądze, ląduje na akcji w Szanghaju. W pewnym momencie miasto zostaje niespodziewanie zaatakowane. Budynki zaczynają się walić, okolica staje w ogniu, a do naszych dzielnych bohaterów otwierają ogień zamaskowani karabinierzy. W tym chaosie, którego panowie początkowo nie są w stanie ogarnąć, muszą odnaleźć porwaną koleżankę (znaną głównie z głosu pomagającego w wykonywaniu misji), torując sobie drogę tysiącami pocisków, aby potem pomyśleć co dalej. Dla wyposażonych w złowrogie maski herosów to chleb powszedni, dlatego przeciwnicy kładą się jak delikatna trawa przy słabym wietrze... Brzmi znajomo? Bo użytkownicy PSP otrzymali tę samą historię, co posiadacze Xboksów 360 i PS3. W przenośnej wersji występują nawet te same dialogi. Kieszonkową odsłonę charakteryzują jednak dwie bardzo ważne kwestie – gra jest nieporównywalnie mniej rozbudowana, a akcję przedstawiono z lotu ptaka.
Grafika w tym Army of Two: The 40th Day budzi mieszane uczucia. Na pierwszy rzut oka wszystko prezentuje się świetnie. Oświetlenie w pozytywnym sensie skojarzyło mi się z God of War: Chains of Olympus, mamy dokładnie odwzorowane środowisko, ładnie opracowane, przerysowane modele postaci. Taki Rios wypada nieco zabawnie - gracze przyzwyczajeni do wielkiego, dopakowanego twardziela zobaczą umięśnionego, odrobinę niezdarnego grubaska. Generalnie cała gra utrzymana jest w takiej konwencji. Niestety wybuchy to już przeciętność, a po kilku etapach wszelkie zachwyty zwyczajnie opadną, bowiem kolejne rejony zaczynają trącać monotonią. Sam kod działa płynnie, choć niekiedy AoT PSP zdarzy się delikatnie przyciąć. Także uczucia, co do oprawy można mieć mieszane. Udźwiękowienie? Przejmujące, podniosłe melodie udanie nakręcają akcję, a dialogi prowadzone pomiędzy głównymi bohaterami potrafią rozśmieszyć. Eksplozji i odgłosy fruwającego ołowiu również cieszą uszy.
Sposób sterowania wybranym bohaterem może przez pierwsze kilka minut sprawić trudności. Analog odpowiada za poruszanie się, klawisze geometryczne za kierunkowanie ognia - czyli po wciśnięciu trójkąta strzelicie w górę, kółka w prawo, a wduszenie obu przycisków skieruje ogień w prawy górny róg ekranu. Po ograniu się sprawa wygląda naprawdę wygodnie, zaś przy obecnym delikatnym autonamierzaniu większość wystrzelonych przez Was pocisków faktycznie trafi do celu. Electronic Arts zapomniało niestety o granatach – nie znajdziecie odpowiedniego przycisku odpowiadającego za ciskanie ładunkami wybuchowymi. Przy pomocy spustów sprawicie, że Salem bądź Rios użyje ataku pięścią, zrobi fikołka tudzież schowa się za przeszkodą. Krzyżak odpowiada za zmianę broni oraz określanie, w jaki sposób ma zachowywać się kompan – pasywnie lub aktywnie, podążać za nami czy czekać. Szkoda, że w praktyce nie jest z tym za kolorowo...






