Yakuza 3
Trzecia odsłona serii kontynuuje wątki przedstawione w poprzedniczkach. Kazuma Kiryu postanawia skończyć z dotychczasowym życiem gangstera i podejmuje przełomową decyzję - zamierza prowadzić sierociniec na Okinawie. Jako że sam był bez rodziców, chce się całkowicie temu poświęcić. Sielanka mogłaby trwać w najlepsze, jednak okazuje się, że na terenie sierocińca ma zostać wybudowana baza wojskowa oraz ośrodek turystyczny. Kiryu znów będzie musiał wziąć sprawy w swoje ręce, by uratować ziemię - od jego poczynań zależy los dziewięciorga dzieci. Ucieczka od przestępczej przeszłości to rzecz niemożliwa, więc na swojej drodze spotka wielu starych sprzymierzeńców, jak też wrogów. Jakie skutki przyniesie walka o teren? Tego dowiecie się przechodząc grę i zagłębiając się w rozbudowaną fabułę. Ja na przedstawionej historii się nie zawiodłem - wprawdzie są momenty przewidywalne, ale czy to źle? Dobrze opowiedziana bajka, pełna rozweselających czy smutnych momentów, zawsze jest przyjemna w odbiorze.
Jeżeli nie graliście wcześniej w żadną część Yakuzy, z przyjemnością informuję, że SEGA zawarła w „trójce” strzeszczenie fabuły poprzednich tytułów, pod postacią scenek do obejrzenia na początku gry – gorąco zalecam zapoznanie się z przeszłością głównego bohatera. Od razu chciałbym obalić mit, o którym wspomniałem na początku tekstu – jeżeli szukacie „piaskownicy” w stylu Grand Theft Auto, z masą strzelania, to niestety zawiedziecie się. Serii bliżej jest do RPG osadzonego w przestępczych realiach, z tą różnicą, że system walki przypomina chodzoną bijatykę. Jeśli podobało się Wam automatowe SpikeOut to poczujecie się jak w domu. Oczywiście nie brakuje statystyk do nabicia, zbieractwa czy specjalnych broni do złożenia. W sumie jedyną rzeczą, jaka kojarzy się z GTA, jest ogrom misji - oprócz głównego wątku, czeka około setka pobocznych zadań.







