The Saboteur
Akcja gry ma miejsce w okupowanej przez Niemców Francji, zaś my wcielamy się w Seana Devlina – Irlandczyka, który porzucił zielone pastwiska rodzinnych stron na rzecz szybkich samochodów. "Sabotażysta" zaczyna się dość nietypowo - nasz protegowany sączy kolejne szklanki trunku w miejscowym domu publicznym, kiedy dosiada się do niego niejaki Luc Gaudin. Szybko namawia on bohatera do przyłączenia się do ruchu oporu przeciw okupantowi. Irlandzki temperament Seana błyskawicznie daje o sobie znać i w konsekwencji obaj panowie wkrótce wysadzają w powietrze stację paliw należącą do nazistów. Po tym wydarzeniu odbywamy krótką podróż do przeszłości zawadiaki - retrospekcja w jasny oraz wyraźny sposób wyjaśnia nam, co sprawiło, że pałamy tak wielką nienawiścią do potomków Germanów...
Otóż okazuje się, że niegdyś Devlin zapowiadał się na wschodzącą gwiazdę wyścigów. Poza samym siedzeniem za kółkiem, zajmował się on również przy okazji mechaniką pojazdową. Był to okres, gdy Niemcy dopiero co zaczęły swoją ekspansję w świecie i raczej nikt jeszcze nie spodziewał się, jak to wszystko dalej się potoczy. Pewnego razu z Seanem w nieczysty sposób wygrał jegomość, który zwał się Kurt Dierker. Irlandczycy łatwo nie ustępują, stąd bohater postanowił utrzeć nosa aryjskiemu kierowcy, a to sprowadziło na niego ogromne problemy. Niemiec okazał się wpływowym naukowcem na usługach III Rzeszy, w rezultacie naszych akcji ginie najlepszy przyjaciel Seana, a my zmuszeni jesteśmy uciekać.
Wspomniany na początku dom publiczny jest w The Saboteur naszą kryjówką - stąd wyruszamy na wszystkie akcje na mieście i tu też znajdziemy azyl, gdy wkurzeni Niemcy będą nam deptać po piętach. Gra dozwolona jest od 18 roku życia i nie dziwota - jako że mamy bazę akurat w takim miejscu, nie obejdzie się bowiem bez skąpo odzianych kobiet. W żadnym razie nie jest to przedstawione wulgarnie, wdzięki pań nie rażą po oczach i są miłą odmianą po gapieniu się na wycelowane w nas lufy nazistów. Lokacja ta również jest chyba najbardziej doszlifowanym elementem całej gry. Na tyłach, zaraz obok naszej skrytki, dziewczyny przygotowują się do wyjścia na scenę, na sali trwa w najlepsze zabawa, niektóre tancerki siedzą na kolanach żołnierzy, inne roznoszą drinki, a dwie kolejne zaplatają sobie warkoczyki na sofie nieopodal wejścia. Całość sprawia wrażenie autentycznie "żywej" knajpy, co bardzo przypadło mi do gustu.
ehh ta młodzież, nic tylko kolorowe pokemony
gra fajna i warto pograć mimo, że nie powala oprawą to daje sporo zabawy
ocena za niska






