Mortal Kombat
Członkowie NetherRealm Studios nie tyle wzorowali się na zamierzchłych dziełach Midway, co zdecydowali zupełnie reaktywować sagę, przedstawiając na nowo dzieje z pierwszych trzech odsłon. Mogę śmiało stwierdzić, że jest to jedna z najlepiej opowiedzianych historii, jak na tytuł o krwawych starciach chirurgów-amatorów. Opowieść zaczyna się od widoku wszystkich pokonanych bohaterów - czy raczej tego, co by z nich zostało po starciu z armią grabieżców organów wewnętrznych. Jedynie bóg piorunów Raiden i władca Outworld Shao Khan ostali się na polu bitwy, przy czym ten pierwszy zdaje się stawiać czynny opór wyłącznie poprzez ochlapywanie wroga kolejnymi porcjami własnej posoki. Resztkami sił ciskający piorunami obrońca ludzkości wysyła wiadomość do siebie samego w przeszłości, mając nadzieję, że pozwoli to uniknąć zupełnej zagłady naszego świata. Tak oto stajemy do kolejnych mistrzostw, mających na celu utrzymać równowagę pomiędzy wymiarem Outworld właśnie, a mieszkańcami Ziemi.
Skoro o historii już mowa, wypada zacząć od ciekawie zrealizowanego trybu fabularnego, nad którym projektanci zdecydowanie spędzili troszkę czasu. Zapomnijcie o potraktowanych po macoszemu dwóch wstawkach filmowych na krzyż, czy marnych opisach czyichś niedorzecznych motywów stojących za przystąpieniem do walki. W Mortal Kombat spędzimy tu około sześciu godzin, brnąć przez szesnaście rozdziałów – każdy został przyporządkowany konkretnemu zawodnikowi. Wszystkie starcia poprzedzane są stosowną scenką, tłumaczącą bieg wydarzeń i przyczynę ewentualnego wdeptywania sobie twarzy w glebę, aczkolwiek często widać, że „scenarzyści” nie mieli lepszego pomysłu od zaczepki w stylu „Nikt nie będzie tak mówić o mojej mamie!”. Dialogi są godne kinowej produkcji klasy „Ź”, zaś opowieść zasługuje na nominację do Złotej Maliny, lecz czego więcej można chcieć od gry o cyborgach-ninja lub lodowych wojownikach okładających wrogów ich kręgosłupami, a wszystko w imię kolejnego ratowania wiecznie zagrożonej destrukcją Ziemi? Poza tym warto przebrnąć przez ten wariant zabawy dla góry monet, które później da radę roztrwonić w Krypcie.
Odkąd pamiętam, byłem sporym fanem serii SoulCalibur, bowiem prawie zawsze potrafiła ona zadbać o moją rozrywkę nawet wtedy, kiedy brakowało drugiej osoby do pada – w przeciwieństwie chociażby do takiego minimalistycznego Street Fightera. Nowe Mortal Kombat to inny przykład gry nie pozwalającej nudzić się samotnikom. Obok "kampanii", zadziwia także pozytywnie Wieża Wyzwań, gdzie przy średnim tempie zaliczania misji spędzimy z kolejne dziesięć godzin. Nie są to byle jakie zadania, a trzysta zupełnie pokręconych zleceń - począwszy od wykonywania konkretnych Fatality, poprzez odpieranie fal zombie, na walce bez rąk kończąc. Zdecydowanie ciężko w tym wypadku mówić o monotonii, szczególnie, gdy jeszcze co jakiś czas natrafiamy na znane wyjadaczom serii bonusy, w stylu Test Your Might (łamanie przedmiotów) bądź Test Your Sight (wyszukiwanie gałek ocznych pod ściętymi czerepami). Nie licząc więc esencji gry w postaci multi, spokojnie można poświęcić naprawdę sporo czasu starając się ukończyć opcje dla pojedynczego gracza. Maniacy zbierania bonusów też znajdą tutaj coś dla siebie - we wspomnianej Krypcie. Do odblokowania setki dodatków pokroju nowych wykończeń, alternatywnych strojów, czy szkiców koncepcyjnych.
Choć to co napisałeś o online MK to mi wystarczy do stwierdzenia że lagi są gorsze niż przed patchem w T6. W Tekkenie da się grać choć lagi potrafią wkurzyć, szczególnie jak chcesz wpakować juggle'a, katorga.
Ale najlepszą sytuację miałem jak grałem SC4(pożyczonego) online. Grałem z kimś i miałem pokazane że łącze było na 5 (świetne) a lag... robię cios, widzę go KILKA sekund później. Nie koloryzuję. Kilka sekund. To było coś.
Czyli Mortal Kombat jest dla tego samego spektrum co kiedyś. Kanapowego klubu krwi. Bo przecież chociaż te 300 wyzwań jest ciekawe, ale w nieskończoność ich raczej robić nie będziesz, ani grać z kompem tylko. Tylko walka dwóch ludzi ma sens. A tutaj jeszcze trzeba dodać że tylko na jednej konsoli jest sens grania. Eh... miło że łatwo się nauczyć jak tu robić coś więcej niż tylko zwykłe ciosy, a można nawet ładne podstawowe kombosy.
Fani Online -czekać jak się rozwinie. Fani na jednej konsoli - do boju!
Odnośnie online, to tryb obecny w MK można przyrównać co najwyżej do samobójcy uzbrojonego w żyletkę i chorobę parkinsona - więcej cięć to ja w życiu nie widziałem...
Szczerze, to planowałem 9 z kilkoma punktami, ale ten online to zwyczajna kpina, która pogrzebała szansę gry na tak wysoką notę.
Chociaż, cóż powinienem się spodziewać że nie będą utrudniać wpakowywania X-ray'ów skoro zrobili że pasek wypełnia się powoli.
I pytanie proste - czy gdyby był online w porządku w pełni to była by spokojna 9 ?
Gwarant X-ray'owy Scorpa jak najbardziej wchodzi, a co więcej, dodali nawet takiemu Sub-Zero gwaranta na zamrożenie, czego w demku akurat nie miał. W ogóle Rentgeny stały się względem demka bardziej opłacalne i łatwiejsze do wciskania przeciwnikowi w twarz.
Co zaś się tyczy Mileeny - najwyraźniej nie miałeś styczności z graczem, który tę postać ogarnia ;). Jedyną szansę przeciwko niej miałem Reptilem, a można od biedy pocić się Raidenem (sam w sobie to on kompletnie przegięty jest)
I ja wcale nie rozkminiam Mileeny. Co teraz takie przepakowane ma poza strzałem? Dla mnie Scorpion jest najfajniejszy i basta.
I właśnie - mam pytanie co do Scorpiona. Czy działa metoda na gwarantowanego X-ray'a- Trafienie linką (GET OVER HERE!) i natychmiast aktywacja X-ray'a wciąż wchodzi nie ważne co zrobi przeciwnik? Czy jednak może teraz już uciec, lub zablokować?







