LEGO Harry Potter: Years 5-7
Nie zrozumcie mnie źle – tytuł graficznie wypada świetnie. W rzeczywistości „drętwe” postacie lego ludków tutaj oddychają pełną piersią cyfrowego życia, wysławiając się ledwie pojękiwaniem wprawdzie, za to nadrabiając rzecz sympatyczną mimiką i mową ciała - niejednokrotny ubaw po pachy przy scenkach przerywnikowych, tudzież w trakcie samej gry, gwarantowany. Rozpoznacie z radością charakterystyczne lokacje, kojarzone z książek czy filmów, starannie "uszczegółowione", obłożone wysokiej jakości teksturami. Problem w tym, że w większości nie zostały zbudowane z klocków, a po prostu wymodelowane. Zwyczajnie źle wygląda takie łączenie ideologii, kiedy niemal rzeczywisty pień drzewa ma nagle gałęzie z elementów LEGO, albo w gęstym, klimatycznym lesie, z klocków złożono tylko roślinki, kamienie lub kładki. Pewna magia gdzieś ucieka…
Jeśli czysto o magię chodzi, choć czarów dostajemy do dyspozycji masę różnych, odkrywanych stopniowo, trudno czerpać z systemu aż taką radość, jak przy rozwalaniu świata i wrogów niefrasobliwie mieczem świetlnym. Po pierwsze, szybkie rzucanie zaklęć jest strasznie niedokładne, a to zmusza gracza do zatrzymywania się w miejscu, żeby w coś przycelować. Na plus policzyć należy teraz możliwość podmianki inkantacji pod skrajnymi przyciskami na padzie, co oszczędza nerwów przy wyborze ich z menu kołowego pod analogiem i ratuje życie w pojedynkach z innymi nastoletnimi (acz nie tylko) czarnoksiężnikami, gdzie wymagane jest stosowanie magii o określonym kolorze w zależności od sytuacji. Irytuje z kolei szwankujące zaznaczanie się elementów, na których można coś różdżką zdziałać – często należy podejść do nich wręcz od określonego kąta, by się podświetliły lub pojawił symbol przycisku, dający okazję wykonania jakiejś akcji.






