F.3.A.R.
Założenia przyjęto proste – seria miała znowu stawiać do pionu włosy na głowie, stanowiąc zarazem najbardziej przerażająca odsłonę dotąd (przypomnijmy, że „dwójce” zarzucano za małą dawkę horroru). Do pracy nad fabułą zatrudniono nie byle kogo, bo pisarza Stevena Nilesa i reżysera filmowego oraz scenarzystę Johna Carpentera. Obaj mieli wolną rękę, co do podrzucania pomysłów producentom gry. Sklecona przez nich historia kręci się wokół dwójki braci, synów Almy - znanego fanom serii Point Mana i Paxtona Fettela, okrytego czerwoną poświatą, jak na mającą złe intencje zjawę przystało (zginął w „jedynce” z ręki rodzeństwa). Przy okazji - w kampanii ten drugi nie odgrywa takiego znaczenia, jak w niezłym trybie kooperacji. Główna oś fabularna to zbiór ośmiu misji, podczas których poznamy losy naszych bohaterów, a także ich rodzicielki, ponownie w ciąży. Utrudniać wszystko będą standardowo żołnierze korporacji Armacham.
Sporo dowiadujemy się po każdym etapie, kiedy to zagłębiamy się na szybko w historię F.3.A.R.. Nic to jednak, co jakoś wybitnie by pokazywało kunszt scenarzystów, bo za każdym razem mamy raptem kilka linijek tekstu. Takie podejście do sprawy szybko nudzi, a szkoda – zapewnienie sobie pomocy światowej sławy specjalistów do napisania całości rozbudziło w końcu apetyt i nadzieję na coś wyjątkowego. Na tym się skończyło… W skrócie – bóle przedporodowe Almy rozrywają świat, więc bracia ruszają odnaleźć matkę. Ciekawym „bonusem” podczas rozgrywki jest „duchowy” Fettel, odgrywający czasami rolę narratora, jak też zdradzający motywy dalszego dążenia do celu. Szkoda, że klimatyczny głos Paxtona pojawia się zbyt mało razy, zaś Point Man wcale się nie odzywa. Miejscami to milczenie prezentuje się niedorzecznie.
Kolejny spartolony tytuł? Dobra recka - zwięźle i na temat.







