ShootMania Storm
Na pierwszy ogień poszło niemniej uproszczenie mechaniki zabawy. W czasach, gdy coraz powszechniejsze staje się obkładanie różnorakimi akcjami wszelkich możliwych klawiszy na klawiaturze, do tego przy mozolnym zdobywaniu punktów doświadczenia, aby potem awansować na wyższy poziom i uzyskać nowe zabawki lub umiejętności, cofamy się do starej szkoły. Założenia będą proste jak drut. Do obsługi postaci użyjemy kombinacji WSAD, do tego strzał z broni pod lewym klawiszem myszy, a skok pod prawym. Tudzież wolniejsze opadanie przy przytrzymaniu, a po dotknięciu ziemi lekkie przyśpieszenie. Wszystko. Zasadniczo biegamy z jedną rakietnicą, zaś amunicja regeneruje się sama – przy czym dzieje się to stopniowo, po cztery pociski, więc prucie do kogoś niczym z kałasznikowa nie wchodzi w grę. Co z innym orężem? W specjalnie wyznaczonych miejscach na planszach nasza podstawowa wyrzutnia przemieni się w jakąś mocniejszą giwerę.
Nie będzie kampanii dla samotników, skupimy się czysto na rywalizacji po sieci. Poza masowym wybijaniem się, weźmiemy udział w walkach o dominację na danym terenie (wciąganie symbolicznych flag na maszty), dojdzie też przynajmniej opcja turniejowych pojedynków jeden na jeden (wygrany walczy dalej) przy ograniczonej ilości amunicji, odnawialnej wyłącznie w określonych punktach. Należy przyszykować się na sporo biegania w kółko. Upewniono się, żeby każda z dostępnych pod mecze lokacji wymagała innego podejścia do gry. W jednym miejscu przyjdzie uważać na porozstawiane gęsto nad wąskim przejściem obszary dające dostęp do moździerzy, kiedy indziej ważne staną się zaś spostrzegawczość oraz wyczucie gruntu, bo wyrzucać nas będą z miejsca na miejsce specjalne platformy porozkładane nad bezdenną przepaścią.






