Tropico 3
Jak łatwo się zorientować, tytuł ten jest już trzecią odsłoną serii uznanych symulacji ekonomicznych, których akcja usytuowana jest w okresie Zimnej Wojny, a toczy się w fikcyjnych atolach na Karaibach (z pewnością zainspirowanymi państwem, gdzie władzę sprawuje Fidel Castro). Warto dodać, że cykl Tropico został za sprawą wysokiej grywalności, powstałej z umiejętnego wyważenia elementów ekonomicznych ze strategicznymi, oraz szczypty wszechobecnego humoru, wielce uznany przez graczy oraz krytykę. Z początku byłem pełen obaw, co do najnowszej produkcji, mając w pamięci średniawe według mnie wcześniejsze „dzieło” Haemimont, czyli Grand Ages: Rome, jednak od razu po uruchomieniu gry obawy rozwiały się one błyskawicznie. Cechy, dzięki którym poprzedniczki cieszyły się taką popularnością, zachowano. Dodatkowo wszystko to zostało opakowane w prześliczną szatę graficzną i okraszone bardzo klimatyczną warstwą dźwiękową.
Bawić się w Tropico 3 idzie na kilka sposobów. Do wyboru są złożone z kilkunastu misji trzy kampanie, dostępny jest również tryb zabawy ( czyli po prostu pojedynczy scenariusz), a ponadto oddano nam do użytku generator, dzięki któremu tworzyć da się losowo wyspy. Jakby tego było mało, wprowadzono także opcję rozgrywki przez sieć. Nieważne jednak czy załączymy cały łańcuch plansz czy tylko pojedyncze z nich, samemu bądź w Internecie - naszym celem jest zawsze rozbudowa infrastruktury oraz odpowiedni rozwój naszej dyktatury na kilku małych wysepkach. Osiągnięcie tego celu może się zdawać łatwe, nie należy niemniej dać się zwieść pozorom – gra potrafi być momentami bezlitosna. Trzeba "ogarniać" bardzo dużo kwestii, takich jak polityka zagraniczna i imigracyjna, eksport towarów, dbanie o nastroje społeczne plus tworzenie nowych miejsc pracy i zamieszkania. A to tylko czubek góry lodowej. Doprawdy, zarządzanie republiką bananową nie należy do rzeczy banalnych.







