The Elder Scrolls V: Skyrim
Wątek główny toczy się wokół kwestii powrotu smoków do krainy i tak już targanej problemami oraz konfliktami, głównie o podłożu politycznym. W większości skutą lodem prowincję Skyrim nawiedzają latające gady akurat w momencie, kiedy nasza postać, wcześniej pojmana na pustkowiach, ma zostać publicznie skrócona o głowę. Naturalnie nic nie jest dziełem przypadku – nieoczekiwanie wybawieni, wkrótce okazujemy się jedyną siłą zdolną powstrzymać pradawne zagrożenie, wieszczonym w podaniach Smoczym Dziecięciem. Szybko odkrywamy, iż jesteśmy w stanie przeciwstawiać się jaszczurom ich własnym językiem, słowami mocy. Przyjdzie odkrywać nam z postępem fabuły następne, znacznie zwiększające szanse na przeżycie w ostatecznej bitwie. Lecz to tak naprawdę tylko dobre tło.
Śmiem twierdzić, iż niektórzy gracze zadurzeni w fantastycznym świecie nigdy nie wypełnią swojej życiowej misji. Na każdym kroku pojawia się jakiś element od tego w przepiękny sposób odwodzący. Dialog z dopiero co napotkaną postacią potrafi skończyć się wielogodzinnym bieganiem po lochach w poszukiwaniu przedmiotów czy wyjaśnień, co też stało się z rodziną rozmówcy. Zabranie tajemniczego kryształu z półki u jarla rejonu zaowocuje zadaniem zgromadzenia ich wszystkich. Przeczytana książka wskaże nam drogę do zapomnianego, przepotężnego ostrza. Znaleziona na szkielecie maska zmusi wręcz (ciekawość górą moi drodzy!) do skompletowania zestawu jej podobnych, w celu… Nie, nie będę zdradzał. Dość powiedzieć, że to zaledwie czubek góry lodowej. Bohaterów drugoplanowych z masą kłopotów do rozwiązania, gildii proszących nas o pomoc przy realizacji swoich celów, odkrywanych ciekawostek, stanowiących prawie zawsze zalążek czegoś większego i nieoczekiwanego, jest istne zatrzęsienie.
Dorzućcie do tego czynności „codzienne”. Ot, w wolnym czasie powydobywamy kilofem rudę, przetopimy ją w sztabki, by wykuć nowe przedmioty, tudzież wzmocnić posiadane. Z polowań na dzikie zwierzęta uzyskamy nie tylko mięso, ale także skórę – pocięta w paski zda się na elementy pancerza. Z lasu wrócimy do domu z kieszeniami wypchanymi ziołami lub innymi składnikami wywarów, zebranymi przy okazji czajenia się na kozice, mamuty, czy zwyczajne zające. Będą wśród nich również świetliki, ważki, uszy, kły, pozostałości z rozmaitych stworzeń. Poznamy „organoleptycznie” właściwości każdego z nich, po czym raźno przystąpimy do przygotowywania napojów magicznych. Rozbierzemy na części pierwsze zdobyte czarodziejskie bronie, żeby poznać ich właściwości i przy pomocy napełnionych wcześniej kryształów dusz przelać je na upodobane sobie części ekwipunku.
Po cichu liczę iż kiedyś zamontują w jakiejś odsłonie system combo-sów wraz z możliwością bardziej krwawego szlachtowania przeciwników 
BTW. Kaj tam konsolowe sterowanie jest?






