Team Fortress 2
Już wiele lat temu zapowiadano chwalebny powrót Team Fortress. Na początku miał to znowu być „normalny”, drużynowy FPS z różnymi klasami postaci, rozgrywający się w świecie współczesnym. Po drodze trochę się jednak zmieniło i z realistycznej otoczki nie zostało obecnie prawie nic. Valve serwuje nam coś niezwykle smakowitego, czego w grach sieciowych można by szukać długo. TF 2 rozgrywa się w klimatach wręcz odrobinkę komediowych, ironicznych, oblanych komiksowym sosem, dość podobnym do tego, co mogliśmy oglądać w XIII. Wszystko jest tu przerysowane specjalnie, z umysłem. Jeśli heavy guy, który notabene wygląda jak powiększona wersja pewnego gubernatora Kalifornii, używa miniguna, to sama fuzja będzie większa niż niejeden przeciwnik. Gość z granatnikiem nosi na oku opaskę, a na ustach uśmiech tak wredny, że pewnie wszystkie bramki na lotniskach zaczynają na jego widok pikać. Na raz.
Główną osią, na której opiera się pomysł TF 2 jest podzielenie graczy na 9 klas w dwóch drużynach. Możemy więc zagrać medykiem, snajperem lub żołnierzem – tutaj wszystko jest dość oczywiste. Ale już na przykład taki szpieg działa na trochę innej zasadzie, niż moglibyśmy się tego spodziewać. Potrafi on przebrać się za jakąś postać z obozu przeciwnika, przejść niezauważony na terytorium wroga i niezauważony wbić nóż w plecy strzelca wyborowego, który akurat za bardzo nam bruździł. Taki inżynier posiada umiejętność stawiania konstrukcji różnorakich, jak stacjonarne działka, teleporty (wyjście/wejście), czy maszyny uzupełniające amunicję oraz zdrowie, przez co ta akurat profesja jest szczególnie wśród graczy ceniona - sprawnie postawiona wieżyczka nie raz uratuje nas przed totalną klęską.
W sumie, kiedy widzi się tak wiele klas postaci do wyboru można by pomyśleć, że twórcy idą na ilość, a nie na jakość. Uwierzcie mi jednak, ten element gry dopracowany został do prawdziwej perfekcji, zaś nauka obchodzenia się z każdym typem postaci będzie niezwykle satysfakcjonująca, acz niewątpliwie długa i trudna - stąd na początku lepiej skupić się na jednej klasie (polecam żołnierza; nie tylko posiada on bardzo przekonujący w bitwie argument w postaci dwururki, ale również nosi ze sobą rakietnicę, którą wykorzystuje do rocket-jumpów).






